Motyw miasta

Opracowała: Joanna Spychała
12.05.2008 , aktualizacja: 12.05.2008 10:23
A A A Drukuj
Do osiemnastego wieku miasto w literaturze europejskiej pojawiało się tylko czasami, zajmowało podrzędną rolę, nie budziło zainteresowania pisarzy. Niekiedy tylko autorzy przedstawiali rzeczywiste i fantastyczne metropolie jako miejsca deprawujące szlachecką młodzież, jako siedliska zła i występku. Wśród ówczesnych pisarzy miasta nie były zatem postrzegane jako szczególne atrakcyjne obiekty opisów i analiz literackich. W Polsce cywilizację wielkomiejską uznawano za obcą i nie rozpisywano się o niej. Miastom polskim daleko zresztą było do metropolii; tylko Warszawa w początkach stulecia była osiemdziesięciotysięczną aglomeracją. Upowszechnienie się motywu miasta w literaturze nastąpiło około połowy dziewiętnastego wieku, w wieku dwudziestym zaś miasto stało się tematem podejmowanym często przez pisarzy europejskich, w tym polskich.

W nowelach i powieściach pozytywistycznych miejscem akcji są zwłaszcza ubogie i zaniedbane dzielnice miasta. Nie wiemy dokładnie, w którym mieście rozgrywa się akcja "A... b... c..." (ze względu na cenzurę Orzeszkowa musiała przenieść akcję z zaboru rosyjskiego do pruskiego, dlatego też zapewne wolała nie precyzować, o jaką miejscowość chodzi). Dokładnie opisana jest jednak uboga kamienica i jej najbliższe sąsiedztwo: również ubogie. Jest to przestrzeń niemal klaustrofobiczna: tandetnie budowane domy, małe, przepełnione mieszkania, zatłoczone podwórko, przy którym znajdują się sklepik i szynk. Mieszkańcy miasta są bladzi, nijacy, apatyczni, niemalże zdegenerowani: "(...) każdy znawca ludzi poznałby w niej od razu jedną z tych dziewcząt, w każdym mieście licznych, które nie bawią się i nie stroją nigdy, pracują ciągle, jadają niewiele, oddychają powietrzem wąskich ulic i ciasnych izdebek".

Ledwo naszkicowany (spacer w Łazienkach, kamienica) jest obraz Warszawy w "Kamizelce" Bolesława Prusa. Miasto odgrywa za to szczególną rolę w "Lalce" tego samego autora. Wielu twierdzi, że utwór ten to szczytowe osiągnięcie urbanizmu w dziewiętnastowiecznej literaturze polskiej. Bolesław Prus wiernie oddaje topografię Warszawy, rozmieszczenie ulic, placów, parków. Można przeczytać o Placu Ujazdowskim, gdzie grali kataryniarze, bawiono się na huśtawkach i organizowano festyny ludowe (miasto zamieszkują w przeważającej większości ludzie pochodzenia mieszczańsko-ludowego); Alejach Ujazdowskich - trasie spacerów bogatych mieszkańców Warszawy - czy o wyścigach konnych, odbywających się na Polach Mokotowskich. Prus opisuje również dzielnicę biednych mieszkańców Warszawy - Powiśle, odwiedzoną przez Wokulskiego. Ulice Browarna, Radna czy Dobra to rejony nędzy. Spoglądając wraz z Wokulskim z Powiśla na Wisłę zobaczymy Saską Kępę, a dalej kontury Pragi. Krajobraz miejski pokazany jest z jego ruchliwą zmiennością, charakterystycznymi widokami oraz kontrastami społecznymi i obyczajowymi. Widoczne jest miasto rozległe i różnorodne, z miejscami magicznymi, jak i takimi, gdzie lepiej nie zapuszczać się samotnie nocą. Wspaniałe gmachy śródmieścia, eleganckie Krakowskie Przedmieście przeciwstawione zostają walącym się ruderom czy śmietnikom nieopodal Wisły, z której Warszawa czerpie wodę. Wokulski marzy, że dzięki obwarowaniu brzegu rzeki bulwarami mogłyby stanąć tam budynki mieszkalne i sklepy. Byłaby to najpiękniejsza dzielnica miasta. Brakuje jednak inwestorów, koniecznych pieniędzy i rozmachu. W centrum Warszawa nie odznacza się żadną osobliwością. Dorożki pędzą w określonych kierunkach lub stają bez powodu, w obie strony ciągną się potoki ludzi. To smutne, jednocześnie zaś - skomplikowane miasto. Bez odpowiedniego przewodnika, który poprowadziłby czytelnika bezpiecznymi ulicami do właściwych miejsc i życzliwych ludzi, można się tu zgubić. Warszawa z powieści Prusa dopiero się rozrasta, rozbudowuje. W dziewiętnastym wieku liczy około osiemdziesięciu tysięcy mieszkańców, daleko więc jej więc do dwumilionowego Paryża.

Ten w opisie Prusa to miasto prawdziwie nowoczesne, wielka aglomeracja o ogromnym tempie życia, dynamice i wspaniałych perspektywach. Pisarz idealizuje obraz Paryża, przedstawiając go jako miejsce wręcz utopijne, w którym żyje szczęśliwe społeczeństwo: "Eh! ja tobie mówię, cud, nie miasto". Przestrzeń jest tu o wiele większa niż w Warszawie - w latach 1878-79 mieszkało w Paryżu około dwóch milionów ludzi. Pisarz jest zachwycony ogromem miasta: długimi ulicami i domami wysokimi na pięć pięter. Przechadzając się ulicami Paryża, Wokulski ogląda wielkie place, zabytkowe bramy, ogrody; zwiedza pałace i muzea. Męczy go jednak wszędobylski hałas i nieustanny ruch powozów, omnibusów i pieszych, ludzie są zaś według niego jakby "owładnięci potrzebą ciągłego komunikowania się". Dla człowieka z prowincji Paryż wydaje się być zbudowany bez jakiejkolwiek logiki. Gdy Wokulski uświadamia sobie ogrom miasta, dochodzi do wniosku, że nigdy nie będzie się w nim orientować; im dłużej jednak w nim przebywa, im lepiej go poznaje, tym bardziej zaczyna zauważać, że jednak Paryż posiada plan i logikę. W mieście tym istnieją "całe dziedziny prac ludzkich i jakiś porządek w ich układzie". Prus pisze, że Paryż to "wielkie miasto, [które] jak roślina i zwierzę, ma właściwą sobie anatomię i fizjologię".

Niezwykły obraz miasta w czasach starożytnych przedstawia Henryk Sienkiewicz w powieści "Quo vadis". Ukazana zostaje stolica starożytnego imperium, siedziba potężnego, bezwzględnego władcy - Nerona. To miasto przepychu, wyuzdania, zbrodni. Jego obywatele, gnuśni i leniwi, oddają się hedonistycznym rozrywkom. Pospolity lud zamieszkujący miasto lubuje się w krwawych igrzyskach. Ulice Rzymu pełne są rzezimieszków, oszustów, nędzarzy, ludzi żyjących na koszt państwa, organizującego rozdawnictwo żywności. Nikogo nie dziwią wyławiane z Tybru zwłoki; sam cezar dostarcza sobie rozrywki, urządzając nocne napady. Całkowitym przeciwieństwem tego rozwiązłego świata jest świat zamieszkujących ubogie dzielnice miasta chrześcijan. Żyją oni skromnie, uczciwie, zgodnie z nauką Chrystusa. Dbają o przestrzeganie zasad swej wiary, poszanowanie wartości moralnych. Nie potępiają ludzi żyjących w grzechu, lecz okazują im swoje miłosierdzie. Skazani przez Nerona na męczeńską śmierć, giną w pokorze. Dając świadectwo swej wiary, pozyskują dla niej nowych wyznawców. Rzym staje się kolebką chrześcijaństwa.

Motyw miasta często występuje w literaturze europejskiej XIX wieku - przykładem mogą być powieści Dickensa, Balzaka, Hugo czy też "Zbrodnia i kara" Fiodora Dostojewskiego. Miejscem akcji tego ostatniego utworu uczynił pisarz doskonale znany mu Petersburg. Przedstawione przez Dostojewskiego miasto pozbawione jest cech stolicy wielkiego imperium carów. Brak tu opisów pałaców czy świątyń. Poczynania głównego bohatera powieści, Rodiona Raskolnikowa, obserwujemy na tle petersburskich zaułków, ulic i traktierni oraz mrocznych pomieszczeń, w których mieszkają najbiedniejsi. Są to ludzie z marginesu społecznego, zupełnie nieradzący sobie w życiu. Wielu z nich czeka tylko na śmierć. Podobne wnioski nasuwają się Raskolnikowowi: z początku myśli, iż ludzie osiedlili się tam z wyboru, po pewnym czasie jednak zdaje sobie sprawę z tego, że to dzielnice nędzy wciągają słabych, biednych i chorych w swoje sidła i trzymają w żelaznym uścisku. Petersburg, ukazany przez pryzmat warunków życia jego mieszkańców, jest przytłaczający: dzielnice nędzy, obskurne kamienice, odrażający właściciele wynajmujący pojedyncze pokoje i skromnie umeblowane mieszkania, nieznośny zaduch, brud, ciemne zaułki, odór buchający z szynków, spotykani na każdym kroku alkoholicy i brudne prostytutki Przytłaczające są brudne, zaniedbane podwórka z umorusanymi dziećmi i nieuprzejmymi stróżami, a także specyficzne zasady moralne, jakimi kierują się ludzie zniszczeni przez biedę. W takim mieście zrodzić i urzeczywistnić się może pomysł zbrodni. Życie tam to cierpienie i wegetacja bez nadziei na jakąkolwiek poprawę losu. W powieści Dostojewskiego Petersburg jest miastem odpychającym i prowokującym do przestępstwa, niemym świadkiem zbrodni, tragedii Raskolnikowa, a także ich przyczyną.

Różne oblicza miasta - także te ponure i przerażające - przedstawiają również pisarze dwudziestowieczni. Od słów: "Oran jest zwykłym miastem i niczym więcej jak prefekturą francuską na wybrzeżu algierskim" rozpoczyna się powieść Alberta Camusa, "Dżuma". Dalej czytamy, że miasto zbudowano tyłem do zatoki, "niepodobna więc dostrzec morza, którego zawsze trzeba szukać". Oran jawi się tu jako miasto banalne, brzydkie i apatyczne, pobawione pięknej roślinności i malowniczości, szarożółte. Piękne jest tylko zimą. W opisie tego spokojnego aż do momentu wybuchu epidemii miasta narrator dąży do obiektywizmu. Epidemia zmienia wygląd Oranu, jak też życie jego mieszkańców. Stałym widokiem stają się wyludniające się bary i kawiarnie, zamierające życie na ulicach, izolujący się w domach ludzie. Oran w czasie dżumy to miasto smutku i rozpaczy, szczurów ginących na ulicach, mieszkańców umierających w cierpieniach. W powieści ukazane są kolejne etapy walki z epidemią oraz zmiany, jakie stopniowo dokonują się w mieszkańcach Oranu i w samym mieście. Ważne jest tu zamknięcie bram miasta na całe dziesięć miesięcy, kiedy to nikt nie może opuszczać Oranu i nikt też nie jest do niego wpuszczany. Mieszkańcy zostają w nim niejako uwięzieni, a za murami miasta rozgrywa się dramatyczna walka z chorobą i cierpieniem.

Tragiczny obraz miasta przedstawiony jest w „Małej Apokalipsie". Tadeusz Konwicki ukazuje Warszawę w obliczu trzydziestej piątej rocznicy utworzenia PRL-u. Poznajemy miasto, w którym kreowana jest rzeczywistość propagandy: radosna, pełna entuzjazmu i sukcesów. W takiej Warszawie bezustannie ktoś manifestuje, miasto ozdobione jest flagami i plakatami, środki masowego przekazu podają optymistyczne informacje, tłumy skandują hasła. Groteskowy jest „hurraoptymizm” przemawiających z trybun i spikerów, wychwalających tragiczny fakt utraty przez państwo niepodległości. Jednocześnie mieszkańcy nie mogą zrealizować swych podstawowych potrzeb: zrobić zakupów, skorzystać z udogodnień komunikacyjnych. Miasto rozsypuje się. Zewnętrznymi objawami tego procesu są walące się domy, wybuchające instalacje gazowe, rozpadające mosty, płyty elewacyjne odpadające od fasady Pałacu Kultury. Każdego dnia coś przestaje istnieć, a rozpad zastanego świata jest już trwałym elementem codzienności, jakby jedyną pewną rzeczą. Takie miasto jest miejscem przygnębiającym, bezbarwnym, strasznym, jego mieszkańcy są zaś szarzy, pozbawieni idei i szans na lepsze życie.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Znajdź studia, kursy i szkolenia

Lektury belfra Staszka

Masz problem z czytaniem lektur? Nudzą Cię? Belfer Staszek tłumaczy je na wesoło.

Przepisy bohaterów literackich

Nauka literatury ze szczyptą humoru. Smacznego.