Pikantny placek pani Tell
23.08.2001
, aktualizacja: 27.08.2001 22:43
Dawno temu, bo aż na początku XIV wieku, pewna sympatyczna rodzina zasiadała do kolacji. Działo się to w Uri, krainie pośród gór i lasów, więc moglibyśmy powiedzieć, że do kolacji zasiadała sympatyczna rodzina szwajcarska, gdyby nie fakt, że Szwajcarii jeszcze wówczas nie było.
Przepiękną kraina u podnóża Alp, zamieszkaną przez potomków celtyckiego plemienia Helwetów, rządzili najpierw Rzymianie, później - Frankowie, wreszcie dostała się pod panowanie Niemców. W chwili, gdy nasza sympatyczna rodzina siadała do stołu, jej ojczyzną rządzili Habsburgowie.
Ojciec rodziny pan Wilhelm Tell był spokojnym, miłym i uczciwym człowiekiem, powszechnie szanowanym, a sławnym z tego, że znakomicie strzelał z łuku. Niektórzy twierdzą, że nie był to łuk, tylko kusza, moim jednak zdaniem prawda jest taka, że Wilhelm Tell był dobry i w jednym, i w drugim.
Właśnie pani Tell postawiła na stole tortownicę, wypełnioną gorącym, zawrotnie pachnącym, złocistym plackiem serowym, gdy pan Tell odkaszlnął i oznajmił, że ma do powiedzenia coś nieprzyjemnego.
- A może najpierw zjedzmy kolacyjkę? - zaproponowała pogodnie pani Tell, kobieta rozsądna. Wiedziała ona, że placek straci połowę swego czaru, gdy ostygnie. Złe nowiny natomiast, przeciwnie, odłożone na potem mogą się co najwyżej polepszyć. W każdym razie - czekanie na pewno im nie zaszkodzi.
Lecz pan Tell, nie zważając na słowa żony, oświadczył, że tego popołudnia, gdy był w Altdorfie (pobliskie miasto), spotkała go niemiła przygoda. Przyczepił się do niego burmistrz habsburski Gessler i kazał mu złożyć ukłon przed kapeluszem, symbolem władzy cesarza Niemiec.
- Oczywiście odmówiłeś! - powiedziała ze spokojem pani Tell i zaczęła krajać placek, a wszyscy członkowie rodziny oblizali usta. Małoletni syn państwa Tellów nie wytrzymał, odłupał kawałek ciasta z brzegu i szybko wsunął go do buzi.
- Odmówiłem - przytaknął ponuro pan Tell. - A Gessler się wściekł.
Pani Tell położyła na talerzu największy kawałek placka i podsunęła mężowi, lecz ten odsunął go na bok. Zupełnie nie miał apetytu.
- Powiedz mi szybko, o co chodzi - zażądała zaniepokojona żona, którą dopiero ten gest przekonał, że stało się coś naprawdę złego.
Mąż westchnął i wyjawił, że rozwścieczony oporem burmistrz zażądał, by Wilhelm Tell pod karą śmierci zestrzelił jabłko z głowy swego małoletniego syna!
Wybuch rozpaczy uniemożliwił rodzinie spożycie kolacji. Jeden tylko małoletni Tell zajadał ze spokojem. Nieraz asystował ojcu przy strzelaniu i był najzupełniej pewien, że tata jest doskonały.
Oczywiście, każde dziecko kulturalne wie, co było dalej. Legenda o Wilhelmie Tellu znana jest w Europie od wieków, stała się tematem opowieści, poematów, ballad; sam wielki Fryderyk Schiller, niemiecki poeta z XVII stulecia, stworzył dramat sceniczny o Tellu, a wspaniały kompozytor włoski Rossini napisał o nim jedną ze swych najlepszych oper. W naszych czasach powstało na ten temat wiele filmów, także animowanych, które pokazywano w telewizji.
A skoro tak, możemy sobie darować szczegółowy opis dalszych wydarzeń. Wszyscy wiemy, że kiedy nazajutrz doszło do owej niebezpiecznej próby, Wilhelm Tell pewną ręką wycelował - i trafił prosto w środek jabłka, ustawionego na głowie małoletniego syna!
W tej samej chwili, gdy jabłko przeszyte strzałą spadało na ziemię - spod kaftana Wilhelma wyślizgnęła się inna strzała i wbiła się w trawę u jego stóp. Na pytanie burmistrza Gesslera, po co mu była ta druga strzała, Wilhelm Tell odparł hardo: - Żeby cię zabić, draniu, gdyby mi się nie powiodło!
Uwięziony za te zuchwałe słowa Wilhelm Tell posiedział w twierdzy w Kussnacht, po czym został wyswobodzony przez wieśniaków. Wtedy zastrzelił Gesslera, a to wydarzenie spowodowało wybuch narodowego powstania i w efekcie - uzyskanie przez Szwajcarię niepodległości. Ale to już całkiem inna historia.
Nas interesuje nie dojedzony placek. Przykro, że się zmarnował. Spróbujmy upiec go na kolację któregoś jesiennego wieczoru. Wbrew pozorom to wcale nietrudne. Proszę tylko, by dziecko uważnie przeczytało przepis.
Z 25 dkg mąki, 6 dkg smalcu, szczypty soli i 2 dkg drożdży rozprowadzonych w niepełnej szklance mleka, zagniatamy zwarte ciasto. Smarujemy tortownicę masłem i rozwałkowujemy ciasto na okrągły, cienki placek nieco większy od tortownicy. Wykładamy plackiem tortownicę i jej ścianki, po czym przystępujemy do wykonania farszu (w tym czasie piekarnik już się nagrzewa!).
15 dkg żółtego sera (najlepszy: ementaler) ucieramy na grubej tarce. To samo robimy z 15 dkg obranych jabłek. 15 dkg chudej szynki lub wędzonki oraz 1 dużą cebulę i 15 dkg pieczarek kroimy drobno w kostkę. Do rondelka wkładamy dwie łyżki masła i dusimy wszystkie składniki przez 10 minut mieszając. Solimy do smaku i dodajemy szczyptę utartej gałki muszkatołowej oraz garść posiekanego koperku. Wykładamy farsz na ciasto, a wszystko razem zalewamy 1/4 litra śmietany, zmieszanej z trzema całymi jajkami i dwiema czubatymi łyżkami utartego ementalera. Posypujemy obficie kminkiem - i pieczemy około 30 minut, aż do pięknego zrumienienia placka pani Tellowej.
I zjadamy na gorąco! Oby tylko nikt nam nie zepsuł apetytu jakąś złą wiadomością...
Ojciec rodziny pan Wilhelm Tell był spokojnym, miłym i uczciwym człowiekiem, powszechnie szanowanym, a sławnym z tego, że znakomicie strzelał z łuku. Niektórzy twierdzą, że nie był to łuk, tylko kusza, moim jednak zdaniem prawda jest taka, że Wilhelm Tell był dobry i w jednym, i w drugim.
Właśnie pani Tell postawiła na stole tortownicę, wypełnioną gorącym, zawrotnie pachnącym, złocistym plackiem serowym, gdy pan Tell odkaszlnął i oznajmił, że ma do powiedzenia coś nieprzyjemnego.
- A może najpierw zjedzmy kolacyjkę? - zaproponowała pogodnie pani Tell, kobieta rozsądna. Wiedziała ona, że placek straci połowę swego czaru, gdy ostygnie. Złe nowiny natomiast, przeciwnie, odłożone na potem mogą się co najwyżej polepszyć. W każdym razie - czekanie na pewno im nie zaszkodzi.
Lecz pan Tell, nie zważając na słowa żony, oświadczył, że tego popołudnia, gdy był w Altdorfie (pobliskie miasto), spotkała go niemiła przygoda. Przyczepił się do niego burmistrz habsburski Gessler i kazał mu złożyć ukłon przed kapeluszem, symbolem władzy cesarza Niemiec.
- Oczywiście odmówiłeś! - powiedziała ze spokojem pani Tell i zaczęła krajać placek, a wszyscy członkowie rodziny oblizali usta. Małoletni syn państwa Tellów nie wytrzymał, odłupał kawałek ciasta z brzegu i szybko wsunął go do buzi.
- Odmówiłem - przytaknął ponuro pan Tell. - A Gessler się wściekł.
Pani Tell położyła na talerzu największy kawałek placka i podsunęła mężowi, lecz ten odsunął go na bok. Zupełnie nie miał apetytu.
- Powiedz mi szybko, o co chodzi - zażądała zaniepokojona żona, którą dopiero ten gest przekonał, że stało się coś naprawdę złego.
Mąż westchnął i wyjawił, że rozwścieczony oporem burmistrz zażądał, by Wilhelm Tell pod karą śmierci zestrzelił jabłko z głowy swego małoletniego syna!
Wybuch rozpaczy uniemożliwił rodzinie spożycie kolacji. Jeden tylko małoletni Tell zajadał ze spokojem. Nieraz asystował ojcu przy strzelaniu i był najzupełniej pewien, że tata jest doskonały.
Oczywiście, każde dziecko kulturalne wie, co było dalej. Legenda o Wilhelmie Tellu znana jest w Europie od wieków, stała się tematem opowieści, poematów, ballad; sam wielki Fryderyk Schiller, niemiecki poeta z XVII stulecia, stworzył dramat sceniczny o Tellu, a wspaniały kompozytor włoski Rossini napisał o nim jedną ze swych najlepszych oper. W naszych czasach powstało na ten temat wiele filmów, także animowanych, które pokazywano w telewizji.
A skoro tak, możemy sobie darować szczegółowy opis dalszych wydarzeń. Wszyscy wiemy, że kiedy nazajutrz doszło do owej niebezpiecznej próby, Wilhelm Tell pewną ręką wycelował - i trafił prosto w środek jabłka, ustawionego na głowie małoletniego syna!
W tej samej chwili, gdy jabłko przeszyte strzałą spadało na ziemię - spod kaftana Wilhelma wyślizgnęła się inna strzała i wbiła się w trawę u jego stóp. Na pytanie burmistrza Gesslera, po co mu była ta druga strzała, Wilhelm Tell odparł hardo: - Żeby cię zabić, draniu, gdyby mi się nie powiodło!
Uwięziony za te zuchwałe słowa Wilhelm Tell posiedział w twierdzy w Kussnacht, po czym został wyswobodzony przez wieśniaków. Wtedy zastrzelił Gesslera, a to wydarzenie spowodowało wybuch narodowego powstania i w efekcie - uzyskanie przez Szwajcarię niepodległości. Ale to już całkiem inna historia.
Nas interesuje nie dojedzony placek. Przykro, że się zmarnował. Spróbujmy upiec go na kolację któregoś jesiennego wieczoru. Wbrew pozorom to wcale nietrudne. Proszę tylko, by dziecko uważnie przeczytało przepis.
Z 25 dkg mąki, 6 dkg smalcu, szczypty soli i 2 dkg drożdży rozprowadzonych w niepełnej szklance mleka, zagniatamy zwarte ciasto. Smarujemy tortownicę masłem i rozwałkowujemy ciasto na okrągły, cienki placek nieco większy od tortownicy. Wykładamy plackiem tortownicę i jej ścianki, po czym przystępujemy do wykonania farszu (w tym czasie piekarnik już się nagrzewa!).
15 dkg żółtego sera (najlepszy: ementaler) ucieramy na grubej tarce. To samo robimy z 15 dkg obranych jabłek. 15 dkg chudej szynki lub wędzonki oraz 1 dużą cebulę i 15 dkg pieczarek kroimy drobno w kostkę. Do rondelka wkładamy dwie łyżki masła i dusimy wszystkie składniki przez 10 minut mieszając. Solimy do smaku i dodajemy szczyptę utartej gałki muszkatołowej oraz garść posiekanego koperku. Wykładamy farsz na ciasto, a wszystko razem zalewamy 1/4 litra śmietany, zmieszanej z trzema całymi jajkami i dwiema czubatymi łyżkami utartego ementalera. Posypujemy obficie kminkiem - i pieczemy około 30 minut, aż do pięknego zrumienienia placka pani Tellowej.
I zjadamy na gorąco! Oby tylko nikt nam nie zepsuł apetytu jakąś złą wiadomością...
- 5 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
Znajdź studia, kursy i szkolenia







