Pierniki z Bullerbyn
23.08.2001
, aktualizacja: 08.12.2009 11:46
Wówczas jest równie wesoło, jak w wieczór wigilijny - mówi Lisa, narratorka książki "Dzieci z Bullerbyn". - Lasse, Bosse i ja dostajemy po dużym kawałku ciasta na pierniki i możemy z niego piec, co chcemy. (...) Najlepsza foremka do pierników, jaką mamy, to mały prosiaczek.
(...) Upiekliśmy każde z nas po dziesięć prosiaczków, zanim Lasse nadbiegł zdyszany z lasu. Och, jakże mu się spieszyło, by nas dogonić z pieczeniem! Gdy już ukończyliśmy pieczenie, zgnietliśmy razem wszystkie obrzynki ciasta i upiekliśmy z tego ciastko, które miało być nagrodą w konkursie urządzanym przez nas co roku. Po południu, gdy już wszystkie pierniczki były wyjęte z pieca, włożyliśmy trzysta dwadzieścia dwa ziarnka grochu do butelki i obeszliśmy z nią wszystkie zagrody w Bullerbyn i wszyscy musieli zgadywać, ile ziarnek grochu jest w butelce. Ten, kto odgadnie, miał dostać ciastko w nagrodę.
Potem dzieci pojechały saniami, w głębokim śniegu, w towarzystwie wszystkich tatusiów z Bullerbyn, do lasu, po choinki. Potem pomagały w sprzątaniu domów. U Lisy na wyszorowanej do białości podłodze mama położyła nowiutkie chodniki, utkane z gałganków. Poręcz wokół pieca owinięto karbowaną bibułką - białą, czerwoną i zieloną, wszystkie miedziane rondle, wyszorowane do połysku, lśniły jak słońce.
Po południu w dzień wigilijny dzieci odwiedziły dziadziusia, który był stary i niewidomy. Ubrały jego choinkę, opowiadając mu, co właśnie wieszają na gałązkach. A potem, dróżką przez zasypany śniegiem las, powędrowały z Bullerbyn do samotnej Kristin, mieszkającej w odległej chatce. Zaniosły jej dary od swoich rodziców: duży kawał szynki i kiełbasę, ser świąteczny i kawę, pierniki i świeczki, i cukierki. "Przymocowaliśmy świeczki na choince Kristin i potańczyliśmy trochę wokół drzewka, tak tylko, żeby się wprawić przed wieczorem. Kristin tak była uradowana, że stała przez długi czas na progu i machała do nas ręką, gdy szliśmy do domu".
W domu znów była robota, Lasse, Bosse i Lisa ubrali choinkę. Przynieśli ze strychu specjalnie zachowane na tę okazję czerwone jabłuszka i powiesili je na choince razem z upieczonymi przez siebie piernikami. Do papierowych koszyczków, które sami skleili, nakładali rodzynków i orzechów. Przyczepili do gałązek aniołki z waty, pamiętające jeszcze czasy, gdy mama była mała. I wreszcie ozdobili drzewko mnóstwem chorągiewek, świeczek i cukierków.
A potem jeszcze roznosili prezenty po sąsiednich zagrodach, przebrani za krasnoludki. I przez ten cały czas byli zajęci!
Oczywiście, nie mieli telewizora. Gdyby mieli, nie mieliby czasu zrobić żadnej z tych wszystkich rzeczy, które opisałam powyżej. Leżeliby na kanapie w pokoju, gapiąc się bezmyślnie w migający ekran i opychaliby się chipsami. Na choince powiesiliby kilka bombek, po czym, wciąż spoglądając w ekran, zjedliby nieuważnie wieczerzę wigilijną. Nawet prezenty rozpakowywaliby, zerkając na prognozę pogody! Potem jedliby makowiec, nie opuszczając ani minuty z filmu lub - w najlepszym razie - z kolęd i pastorałek. Ojej. Biedne dzieci. Jakie to szczęście, że w Bullerbyn jeszcze nie znano czegoś takiego, jak telewizor.
A może tak byśmy sami spróbowali upiec przynajmniej pierniki na choinkę? Będą trochę inne niż pierniczki Freda i Klary z "Dziadka do orzechów".
Zaczynamy, oczywiście, od wyłączenia telewizora. To najłatwiejsze z całej zabawy, trzeba tylko się zmusić do przyciśnięcia guziczka. O! - Jak przyjemnie. Jak cicho w całym domu.
W tej miłej ciszy najpierw roztapiamy w rondlu 25 dkg miodu i 10 dkg cukru oraz szczyptę soli. Do rondla dodajemy jeszcze łyżkę oleju jadalnego i dwie łyżki wody. Gdy już cukier się rozpuści, przelewamy miodową masę do miski. Żeby ostygła. Kiedy już jest chłodna, dodajemy dwa żółtka, jedno białko, nieco otartej z cytryny skórki, posiekaną skórkę pomarańczową, smażoną w cukrze, lub trochę orzechów czy migdałów, zmielonych bardzo drobno. Dalej: czubatą łyżeczkę kakao, torebkę przyprawy korzennej do pierników oraz czubatą szklankę mąki krupczatki, zmieszanej z paczuszką proszku do pieczenia.
Wyrabiamy masę drewnianą łyżką, a potem - rękami na stolnicy. Kiedy ugnieciemy już gładkie, zwarte ciasto, dzielimy je na tyle części, ilu jest chętnych do lepienia pierników. Można wycinać ciastka foremką lub szklanką, można rzeźbić w cieście figurki, a nawet ulepić piernikową szopkę! Po upieczeniu (25 minut w nagrzanym uprzednio piekarniku, w temperaturze 180 stopni) smarujemy gorące ciastka lukrem sporządzonym z białka utartego z 20 dkg cukru pudru.
Gdyby w sąsiednim mieszkaniu mieszkała jakaś samotna Kristin - piernik świeżo upieczony i pachnący wprost zawrotnie mógłby być dla niej najmilszym wydarzeniem tego wieczoru! Prawda?
Potem dzieci pojechały saniami, w głębokim śniegu, w towarzystwie wszystkich tatusiów z Bullerbyn, do lasu, po choinki. Potem pomagały w sprzątaniu domów. U Lisy na wyszorowanej do białości podłodze mama położyła nowiutkie chodniki, utkane z gałganków. Poręcz wokół pieca owinięto karbowaną bibułką - białą, czerwoną i zieloną, wszystkie miedziane rondle, wyszorowane do połysku, lśniły jak słońce.
Po południu w dzień wigilijny dzieci odwiedziły dziadziusia, który był stary i niewidomy. Ubrały jego choinkę, opowiadając mu, co właśnie wieszają na gałązkach. A potem, dróżką przez zasypany śniegiem las, powędrowały z Bullerbyn do samotnej Kristin, mieszkającej w odległej chatce. Zaniosły jej dary od swoich rodziców: duży kawał szynki i kiełbasę, ser świąteczny i kawę, pierniki i świeczki, i cukierki. "Przymocowaliśmy świeczki na choince Kristin i potańczyliśmy trochę wokół drzewka, tak tylko, żeby się wprawić przed wieczorem. Kristin tak była uradowana, że stała przez długi czas na progu i machała do nas ręką, gdy szliśmy do domu".
W domu znów była robota, Lasse, Bosse i Lisa ubrali choinkę. Przynieśli ze strychu specjalnie zachowane na tę okazję czerwone jabłuszka i powiesili je na choince razem z upieczonymi przez siebie piernikami. Do papierowych koszyczków, które sami skleili, nakładali rodzynków i orzechów. Przyczepili do gałązek aniołki z waty, pamiętające jeszcze czasy, gdy mama była mała. I wreszcie ozdobili drzewko mnóstwem chorągiewek, świeczek i cukierków.
A potem jeszcze roznosili prezenty po sąsiednich zagrodach, przebrani za krasnoludki. I przez ten cały czas byli zajęci!
Oczywiście, nie mieli telewizora. Gdyby mieli, nie mieliby czasu zrobić żadnej z tych wszystkich rzeczy, które opisałam powyżej. Leżeliby na kanapie w pokoju, gapiąc się bezmyślnie w migający ekran i opychaliby się chipsami. Na choince powiesiliby kilka bombek, po czym, wciąż spoglądając w ekran, zjedliby nieuważnie wieczerzę wigilijną. Nawet prezenty rozpakowywaliby, zerkając na prognozę pogody! Potem jedliby makowiec, nie opuszczając ani minuty z filmu lub - w najlepszym razie - z kolęd i pastorałek. Ojej. Biedne dzieci. Jakie to szczęście, że w Bullerbyn jeszcze nie znano czegoś takiego, jak telewizor.
A może tak byśmy sami spróbowali upiec przynajmniej pierniki na choinkę? Będą trochę inne niż pierniczki Freda i Klary z "Dziadka do orzechów".
Zaczynamy, oczywiście, od wyłączenia telewizora. To najłatwiejsze z całej zabawy, trzeba tylko się zmusić do przyciśnięcia guziczka. O! - Jak przyjemnie. Jak cicho w całym domu.
W tej miłej ciszy najpierw roztapiamy w rondlu 25 dkg miodu i 10 dkg cukru oraz szczyptę soli. Do rondla dodajemy jeszcze łyżkę oleju jadalnego i dwie łyżki wody. Gdy już cukier się rozpuści, przelewamy miodową masę do miski. Żeby ostygła. Kiedy już jest chłodna, dodajemy dwa żółtka, jedno białko, nieco otartej z cytryny skórki, posiekaną skórkę pomarańczową, smażoną w cukrze, lub trochę orzechów czy migdałów, zmielonych bardzo drobno. Dalej: czubatą łyżeczkę kakao, torebkę przyprawy korzennej do pierników oraz czubatą szklankę mąki krupczatki, zmieszanej z paczuszką proszku do pieczenia.
Wyrabiamy masę drewnianą łyżką, a potem - rękami na stolnicy. Kiedy ugnieciemy już gładkie, zwarte ciasto, dzielimy je na tyle części, ilu jest chętnych do lepienia pierników. Można wycinać ciastka foremką lub szklanką, można rzeźbić w cieście figurki, a nawet ulepić piernikową szopkę! Po upieczeniu (25 minut w nagrzanym uprzednio piekarniku, w temperaturze 180 stopni) smarujemy gorące ciastka lukrem sporządzonym z białka utartego z 20 dkg cukru pudru.
Gdyby w sąsiednim mieszkaniu mieszkała jakaś samotna Kristin - piernik świeżo upieczony i pachnący wprost zawrotnie mógłby być dla niej najmilszym wydarzeniem tego wieczoru! Prawda?
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Znajdź studia, kursy i szkolenia








