Pięcioro dzieci i keks
23.08.2001
, aktualizacja: 27.08.2001 22:43
Antea, Janeczka, Cyryl, Robert i ich najmłodszy braciszek zwany Barankiem - oto bohaterowie ksiażki "Pięcioro dzieci i coś" rozpoczynającej cykl wdzięcznych, dowcipnych i zajmujących powieści pióra Edith Nesbit, pisarki angielskiej. Natomiast to "coś" to Psammetych, czyli Piaskoludek.
Przypominamy go dziś na prośbę dziecka kulinarnego imieniem Maciej, które napisało do nas zeznając, że ma już lat... 23 i studiuje filologię klasyczną, ale chętnie czytuje nasze felietony i realizuje z zapałem nasze przepisy. Serdecznie pozdrawiamy Macieja, a przy okazji prosimy o listy także i inne Dzieci Kulinarne, niezależnie od ich wieku i wzrostu. Z największą przyjemnością będziemy podawać przepisy na pyszne ciasta i potrawy wyszukane w ulubionych lekturach naszych korespondentów!
Co do Piaskoludka, został znaleziony przez pięcioro dzieci podczas zabawy. Dziwaczne stworzenie "oczka miało osadzone na długich różkach, jak oczka ślimaka, i mogło je wysuwać i wciągać zupełnie jak lunety; uszka miało podobne do uszu nietoperza, a pękaty tułów był w kształcie pająka, tylko pokryty gęstym a miękkim futerkiem". Piaskoludek zdradził, że potrafi spełniać życzenia i - ma się rozumieć - natychmiast został poproszony o spełnienie pierwszego, które brzmiało: "spraw, żebyśmy byli piękni jak dzień".
Życzenie to wypowiedziała Antea i mieli tego pożałować: byli teraz tak cudownie piękni, że nikt ich nie poznawał! - a służąca Marta po prostu nie wpuściła ich do domu.
Dopiero po zachodzie słońca czar przestał działać i dzieci z ulgą powróciły do swoich piegów i zadartych nosków. To wtedy właśnie zapadła decyzja, że poprosi się Piaskoludka, by przy spełnieniu nowych życzeń nikt w domu nie zauważył żadnych zmian. Tak też się stało, gdy dzieci zapragnęły zamieszkać w zamku.
Nikt z domowników niczego nie zauważył! - tylko dzieci widziały, że na miejscu ich domu wznosi się ogromny zamek warowny, w dodatku oblężony przez nieprzyjacielską armię. Tymczasem służąca Marta krzątała się po realnym, lecz niewidzialnym dla dzieci ich własnym domu i przygotowywała obiad.
"Wreszcie spostrzegły Martę, jak niosła przez podwórzec niewidzialną tacę i doszły do wniosku, że jakimś szczęśliwym zbiegiem okoliczności jadalnia w ich domu i zamkowa sala bankietowa znajdują się w tym samym miejscu. Ale zaraz też pojęły, że nic im z tego nie przyjdzie, skoro taca jest niewidzialna. Toteż popadły w jeszcze większe przygnębienie. W ponurym milczeniu patrzyły, jak Marta kroi na kawałki niewidzialną pieczeń, nakłada na niewidzialne talerze i niewidzialną łyżką nabiera niewidzialną jarzynę i ziemniaki".
Nie mieli pojęcia, jak wydobyć swój obiad z niewidzialnego świata. Wreszczie "Cyryl pochylił się na stołem, otwierał i zamykał usta, jakby odgryzał kawałki powietrza". Po czym "podniósł się z triumfującym uśmiechem, a w ustach trzymał sporą kromkę chleba. Natychmiast cała reszta poszła za jego przykładem i zaczęła się posuwać wzdłuż gołego blatu, otwierając i zamykając usta. Robert trafił na kawał pieczeni, (...) a kiedy Marta przyszła zmienić talerze, powiedziała, że póki żyje, nie widziała jeszcze takiego bałaganu na stole. Na deser było na szczęście zwykłe ciasto w jednym długim kawałku" - pisze pani Nesbit, a my myślimy sobie natychmiast: - Zwykłe ciasto, hmm? w jednym długim kawałku? A czy to przypadkiem nie był po prostu keks angielski, pieczony w podłużnej formie cwibakowej, wysmarowanej oczywiście masłem i posypanej tartą bułką?
Potrzeba do niego sporo bakalii, taki już jego wdzięk: 5 dkg smażonej w cukrze skórki cytrynowej lub pomarańczowej, 10 dkg obranych migdałów (i to, i to drobno posiekać), 20 dkg rodzynków (umyć w gorącej wodzie i obtoczyć w mące), orzeszki laskowe lub fistaszki. Ciasto robi się bardzo łatwo: kostkę masła należy utrzeć lub zmiksować z cukrem (1 szklanka) i czterema jajkami.
Dodać następnie dwie szklanki mąki pszennej, szklankę mąki ziemniaczanej oraz trzy łyżeczki proszku do pieczenia. Po starannym wymieszaniu dodać bakalie, znów wymieszać. Napełnioną ciastem formę wstawić do piekarnika nagrzanego do temperatury 190 stopni. Piec nieco ponad godzinę, a po wystygnięciu polukrować (cukier puder, śmietanka, sok z cytryny).
Podany w towarzystwie mocnej, gorącej angielskiej herbaty, ten keks smakuje wspaniale, zwłaszcza gdy przy jedzeniu czyta się jakąś miłą książkę. Tak, tak, wiem, że to nie uchodzi, ale taka jest prawda: podczas czytania keks angielski smakuje jeszcze lepiej! A to, co czytamy, wydaje sie jeszcze ciekawsze. Szczególnie odpowiednią lekturą będzie tu, rzecz jasna, któraś z książek pani Nesbit. Te o Piaskoludku nauczą dziecko kulinarne, że wcale nie wszystkie spełnione życzenia mogą człowieka uszczęśliwić.
Czasem, a wręcz nader często, stają się one przyczyną zmartwień i rozczarowania.
Aha, tylko niech się dziecko za bardzo nie wczuwa w lekturę i niech nie próbuje jeść tego keksa bez użycia rąk. Jest zbyt kruchy.
Co do Piaskoludka, został znaleziony przez pięcioro dzieci podczas zabawy. Dziwaczne stworzenie "oczka miało osadzone na długich różkach, jak oczka ślimaka, i mogło je wysuwać i wciągać zupełnie jak lunety; uszka miało podobne do uszu nietoperza, a pękaty tułów był w kształcie pająka, tylko pokryty gęstym a miękkim futerkiem". Piaskoludek zdradził, że potrafi spełniać życzenia i - ma się rozumieć - natychmiast został poproszony o spełnienie pierwszego, które brzmiało: "spraw, żebyśmy byli piękni jak dzień".
Życzenie to wypowiedziała Antea i mieli tego pożałować: byli teraz tak cudownie piękni, że nikt ich nie poznawał! - a służąca Marta po prostu nie wpuściła ich do domu.
Dopiero po zachodzie słońca czar przestał działać i dzieci z ulgą powróciły do swoich piegów i zadartych nosków. To wtedy właśnie zapadła decyzja, że poprosi się Piaskoludka, by przy spełnieniu nowych życzeń nikt w domu nie zauważył żadnych zmian. Tak też się stało, gdy dzieci zapragnęły zamieszkać w zamku.
Nikt z domowników niczego nie zauważył! - tylko dzieci widziały, że na miejscu ich domu wznosi się ogromny zamek warowny, w dodatku oblężony przez nieprzyjacielską armię. Tymczasem służąca Marta krzątała się po realnym, lecz niewidzialnym dla dzieci ich własnym domu i przygotowywała obiad.
"Wreszcie spostrzegły Martę, jak niosła przez podwórzec niewidzialną tacę i doszły do wniosku, że jakimś szczęśliwym zbiegiem okoliczności jadalnia w ich domu i zamkowa sala bankietowa znajdują się w tym samym miejscu. Ale zaraz też pojęły, że nic im z tego nie przyjdzie, skoro taca jest niewidzialna. Toteż popadły w jeszcze większe przygnębienie. W ponurym milczeniu patrzyły, jak Marta kroi na kawałki niewidzialną pieczeń, nakłada na niewidzialne talerze i niewidzialną łyżką nabiera niewidzialną jarzynę i ziemniaki".
Nie mieli pojęcia, jak wydobyć swój obiad z niewidzialnego świata. Wreszczie "Cyryl pochylił się na stołem, otwierał i zamykał usta, jakby odgryzał kawałki powietrza". Po czym "podniósł się z triumfującym uśmiechem, a w ustach trzymał sporą kromkę chleba. Natychmiast cała reszta poszła za jego przykładem i zaczęła się posuwać wzdłuż gołego blatu, otwierając i zamykając usta. Robert trafił na kawał pieczeni, (...) a kiedy Marta przyszła zmienić talerze, powiedziała, że póki żyje, nie widziała jeszcze takiego bałaganu na stole. Na deser było na szczęście zwykłe ciasto w jednym długim kawałku" - pisze pani Nesbit, a my myślimy sobie natychmiast: - Zwykłe ciasto, hmm? w jednym długim kawałku? A czy to przypadkiem nie był po prostu keks angielski, pieczony w podłużnej formie cwibakowej, wysmarowanej oczywiście masłem i posypanej tartą bułką?
Potrzeba do niego sporo bakalii, taki już jego wdzięk: 5 dkg smażonej w cukrze skórki cytrynowej lub pomarańczowej, 10 dkg obranych migdałów (i to, i to drobno posiekać), 20 dkg rodzynków (umyć w gorącej wodzie i obtoczyć w mące), orzeszki laskowe lub fistaszki. Ciasto robi się bardzo łatwo: kostkę masła należy utrzeć lub zmiksować z cukrem (1 szklanka) i czterema jajkami.
Dodać następnie dwie szklanki mąki pszennej, szklankę mąki ziemniaczanej oraz trzy łyżeczki proszku do pieczenia. Po starannym wymieszaniu dodać bakalie, znów wymieszać. Napełnioną ciastem formę wstawić do piekarnika nagrzanego do temperatury 190 stopni. Piec nieco ponad godzinę, a po wystygnięciu polukrować (cukier puder, śmietanka, sok z cytryny).
Podany w towarzystwie mocnej, gorącej angielskiej herbaty, ten keks smakuje wspaniale, zwłaszcza gdy przy jedzeniu czyta się jakąś miłą książkę. Tak, tak, wiem, że to nie uchodzi, ale taka jest prawda: podczas czytania keks angielski smakuje jeszcze lepiej! A to, co czytamy, wydaje sie jeszcze ciekawsze. Szczególnie odpowiednią lekturą będzie tu, rzecz jasna, któraś z książek pani Nesbit. Te o Piaskoludku nauczą dziecko kulinarne, że wcale nie wszystkie spełnione życzenia mogą człowieka uszczęśliwić.
Czasem, a wręcz nader często, stają się one przyczyną zmartwień i rozczarowania.
Aha, tylko niech się dziecko za bardzo nie wczuwa w lekturę i niech nie próbuje jeść tego keksa bez użycia rąk. Jest zbyt kruchy.
- 3 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
Znajdź studia, kursy i szkolenia







