Mazurek pani Twardowskiej
23.08.2001
, aktualizacja: 14.02.2002 16:56
Czy Dziecko zauważyło, czytając balladę "Pani Twardowska", że nasz najmilszy poeta Adam Mickiewicz igra sobie z czytelnikiem, ani razu nie ukazując mu bohaterki tytułowej? Od drugiej za to zwrotki widać doskonale jej małżonka
"Jedzą, piją, lulki palą,
Tańce, hulanka, swawola;
Ledwie karczmy nie rozwalą.
Cha cha, chi chi, hejże hola!
Twardowski siadł w końcu stoła,
Podparł się w boki jak basza;
Hulaj dusza! hulaj! - woła,
Śmieszy, tumani, przestrasza".
Pan Twardowski popisuje się w karczmie idiotycznymi, trzeba to powiedzieć otwarcie, sztuczkami: a to zmieni żołnierza w zająca, a to szewcowi wytoczy ze łba pół beczki gdańskiej wódki. A gdzie tymczasem jest pani Twardowska?
Możemy przypuszczać, że stoi, bidula, w kącie i łamie dłonie. Przyszła tu zapewne po to, by wyciągnąć męża do domu. Ale nic z tego. Małżonek hula i bawi się bezrozumnie i nie chce słyszeć o powrocie. Pani Twardowska musi patrzeć na te wszystkie i bezeceństwa i wstydzić się za męża. Jest nawet, biedaczka, świadkiem pojawienia się Mefistofelesa. Diabeł wyskakuje z kieliszka wódki i wyjaśnia, że przybył po duszę pana Twardowskiego.
Zacna dama nagle pojmuje, co właściwie się działo przez ostatnich siedem lat; jej mąż wyczyniał swoje sztuczki z diabelską pomocą! Zaprzedał duszę diabłu w zamian za możliwość popisywania się w towarzystwie! - a teraz Mefistofeles chce go zabrać do piekła, bo już dawno upłynęły przewidziane cyrografem dwa lata. Pan Twardowski sprytnie unikał kary, nie stawiając się na umówione spotkanie w Rzymie. Ale "ta karczma Rzym się nazywa" i tym razem, jak się zdaje, pan małżonek przepadł z kretesem.
Możemy sobie wyobrazić przerażenie zacnej białogłowy. Pochlipując i przestępując z nogi na nogę, pani Twardowska myśli gorączkowo, jak pomóc mężowi. Lecz on już sobie poradził: przypomniał Mefistofelesowi, że cyrograf zawierał dodatkowy warunek. Diabeł - przed zabraniem Twardowskiego do piekła - musi spełnić trzy życzenia!
Życzenia, naturalnie, okazują się kompletnie bzdurne i nieprzydatne: diabeł ma ożywić malowanego konia i zbudować zamek "z ziarnek orzecha"; ma się też wykąpać w wodzie święconej. Ostatnie ży-czenie jest dla pani Twardowskiej szczególnie upokarzające: diabeł ma zastąpić przez rok pana Twardowskiego w roli męża.
Mefistofeles, jak się domyślamy, spojrzał w uczciwe, surowe i tchnące gniewem oblicze matrony, nie wróżące nic dobrego i... czmychnął!
Jest też inna wersja: diabeł porwał jednak pana Twardowskiego przez komin. Gdy już byli wysoko, przerażony Twardowski zaczął wyśpiewywać kantyczki i Matka Boska ulitowała się nad nim: diabeł musiał go porzucić w pół drogi. Mistrz Twardowski zawisł na Księżycu, do dziś można go tam oglądać jako ciemną plamkę.
Pani Twardowska pewnie już od dawna podejrzewała, że z jej mężem jest coś nie tak. Jednakże jej przestrogi i narzekania obrzydły panu Twardowskiemu tak bardzo, że chętnie odstąpiłby połowicę choćby diabłu. Daremnie gotowała mężowi karpia po królewsku lub pierogi z grzybami. On i tak chodził do karczmy! Nawet mazurek, arcydzieło kuchni staropolskiej, nie znalazłoby, można przypuszczać, uznania w oczach tego potępieńca.
A przecież mazurek - na przykład ten "z ziarnek orzecha" - to istne cudo! Weźcie dwa wafle-andruty i rozłóżcie je na posmarowanej tłuszczem blasze do pieczenia. To będzie spód mazurka, na którym rozłożymy masę. Robi się ją tak: trzy żółtka trzeba utrzeć z 25 dag cukru i połową kostki masła. Dodać, wciąż ucierając 12 dag mąki pszennej i 25 dag zmielonych orzechów włoskich. Wymieszać - i masa gotowa. Proszę ją rozsmarować na waflach (jest bardzo gęsta). Na to - piana z trzech białek ubitych z czterema łyżkami cukru, wymieszana z płaską łyżeczką mąki ziemniaczanej. Rozłożoną równo pianę udekorować można połówkami orzechów. Piec wolno w niezbyt gorącym (najwyżej 180 stopni) piekarniku, przez około 40 minut.
Najlepiej smakuje w dwa dni po upieczeniu.
- 3 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
Znajdź studia, kursy i szkolenia







