Lukrowane ,całuski' Filifionki

Małgorzata MUSIEROWICZ
23.08.2001 , aktualizacja: 27.08.2001 22:42
A A A Drukuj
Filifionka, melancholijna i nerwowa samotnica z książek Tove Jansson o Muminkach, była to osoba o szczupłych nogach, spiczastym, nastroszonym pyszczku i wielkich, okrągłych, wystraszonych oczach. Miała sztywne loczki przypięte szpilkami, a wokół szyi - lisie futerko.
Zgorzkniała i pogrążona we własnych smutkach Filifionka mieszkała w ponurym domu na brzegu morza. Paszczak, od którego dom wynajęła, zapewniał ją, że była to kiedyś letnia siedziba jej babci. Filifionka, która darzyła swą rodzinę głębokim, ale nie odwzajemnionym uczuciem, uznała, że musi zamieszkać w tym domu.

Dom był brzydki i ponury, stał na pustym wybrzeżu morskim. Filifionka wprost uwierzyć nie mogła, że jej babcia, obdarzona wszak dużym poczuciem piękna, mogła tu w ogóle wytrzymać. Jak się później okazało, babcia rzeczywiście mieszkała zupełnie gdzie indziej. Ale ponieważ Filifionka zdążyła już zawiadomić całą rodzinę o tym, że mieszka w domu babci, uważała, że nie wypada jej już nic zmieniać.

Próbowała trochę "oswoić" dom i uczynić go bardziej przytulnym. "Jak wszystkie Filifionki, miała masę ozdobnych bibelotów. Małych lusterek i fotografii w ramkach z aksamitu i muszelek, kotów i Paszczaków z porcelany stojących na szydełkowych serwetkach, pięknych przysłów haftowanych jedwabiem lub srebrem, malutkich wazonów i przyjemnych kapturków na imbryczki do herbaty - słowem moc tego wszystkiego, co czyni życie łatwiejszym, mniej niebezpiecznym i ogromnym".

Ale nic nie pomagało. W ponurym, ciemnym, wielkim domu jej własne przedmioty nie dawały już pociechy. "Miały w sobie tę samą bezradność, co ona". A w dodatku, oprócz wielu innych przeczuć, Filifionkę gnębiło przeczucie, że nadciąga katastrofa.

Żeby się jakoś obronić przed przytłaczającym uczuciem grozy, zaprosiła na herbatkę pewną Glapsę. Upiekła ciastka i ułożyła je na paterze. A na wierzchu, żeby zaimponować Glapsie, położyła jeszcze kilka małych, lukrowanych ciasteczek.

Pytanie, dlaczego Filifionka nie pragnęła zaimponować Glapsie CAŁĄ PATERĄ lukrowanych ciasteczek, nie wymaga długich namysłów. Każde dziecko, które czytało "Muminki", wie, że Filifionka była bardzo skąpa. Ale wyjęła babciny srebrny dzbanuszek na śmietankę, ten w kształcie łodzi, kostki cukru zaś wsypała do koszyczka z pluszu, haftowanego paciorkami.

Glapsa przyszła i piła herbatę z filiżanki o złoconym brzeżku, i chwaliła ciastka upieczone przez Filifionkę według przepisu babci. Ale wizyta się nie udała. Filifionka, zamiast zachować właściwy popołudniowym herbatkom spokojny rytm rozmowy, zupełnie nagle zwierzyła się Glapsie ze swych lęków i z dręczącego ją przeczucia katastrofy.

Glapsa była osobą zwyczajną i zrównoważoną. Nie mogła zrozumieć, dlaczego Filifionka tak bardzo boi się jakiejś katastrofy, skoro jeszcze nigdy żadna jej się nie przydarzyła. - "Ja tylko tak czuję" - odpowiedziała Filifionka, robiąc wielkie przerażone oczy.

Herbatka z Glapsą skończyła się bardzo szybko i Filifionka znów została sama ze swym przerażeniem, na które nie było żadnej rady.

Katastrofa nadeszła jeszcze tego samego wieczoru. Najpierw był to potężny, straszliwy sztorm. Huraganowy wicher zwalił komin z dachu i wyrwał w nim dziurę. Potem dostał się do salonu i uniósł w powietrze wszystkie bibeloty oraz fotografie rodzinne. Kiedy spadł żyrandol, a lustra zaczęły pękać, Filifionka uratowała się wyskakując przez okno.

I nagle zrozumiała, że niebezpieczeństwo było wewnątrz jej domu, nie na zewnątrz. I już nie miała się czego bać - więc się nie bała, bo katastrofa przecież nareszcie nadeszła.

O wschodzie słońca nadciągnęła potworna trąba powietrzna. Wessała w siebie wszystkie meble Filifionki, jej bibeloty, rodzinne zdjęcia i srebrny dzbanuszek do śmietanki. I powoli odeszła.

A Filifionka, zachwycona, siedziała sobie na piasku. - "Teraz już nigdy nie będę się bała - powiedziała sobie. - Teraz jestem zupełnie wolna".

To wszystko zdarzyło się w "Opowiadaniach z Doliny Muminków". Ale już w tomie "Dolina Muminków w listopadzie" Filifionka znowu się czegoś boi - tym razem bakterii, robaków i kołatka w ścianie.



Prawdę mówiąc, uważam, że tym, czego Filifionka boi się najbardziej - jest samotność. Bo samotność naprawdę jest straszna. Zaprośmy więc szybko paru przyjaciół na chłodny sok jabłkowy lub malinowy popołudniową porą.

Najlepiej niech przyjdą ci, którzy są samotni. I podajmy im własnoręcznie upieczone ciasteczka według przepisu babci - staroświeckie "całuski". PEŁNĄ paterę!

Żeby upiec "całuski", dziecko musi zagnieść kruche ciasto z 20 dkg masła, 30 dkg mąki, dwu łyżeczek cukru waniliowego i trzech żółtek. Ciasto należy rozwałkować na grubość mniej więcej pół centymetra i małym kieliszkiem powykrawać kółeczka.

Ułożywszy je na wyściełanej folią aluminiową blasze, dziecko szybko kręci lukier z jednego białka i 10-15 dkg cukru pudru.

Ilość cukru zależy od ilości białka - lukier musi być tak gęsty, by jego porcja, położona pośrodku ciasteczka, nie rozpływała się wcale. I tak rozleje się po powierzchni ciastka - pod wpływem gorąca, w piekarniku. Pokryje wtedy powierzchnię każdego kółeczka chrupką warstwą bezową w kolorze złotawym.

Piec całuski trzeba w piekarniku dość słabo nagrzanym, tak by nie przypiekły się zbyt szybko i zbyt mocno.

Zjadane, ciasteczka te wydają odgłosy podobne do tych, które towarzyszą całusom. Stąd nazwa.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Znajdź studia, kursy i szkolenia

Lektury belfra Staszka

Masz problem z czytaniem lektur? Nudzą Cię? Belfer Staszek tłumaczy je na wesoło.

Przepisy bohaterów literackich

Nauka literatury ze szczyptą humoru. Smacznego.