Kalafior Wróżki
23.08.2001
, aktualizacja: 27.08.2001 22:42
Czytając ponownie niedawno "Pinokia" Collodiego - jedną z najpiękniejszych książek dla dzieci, jakie w ogóle na świecie powstały - zauważyłam sporo nowych rzeczy. Tak to bywa, że ta sama książka, czytana w różnych okresach życia, jest wciąż inna i zdaje się zupełnie nowa. Czytana teraz, ta śliczna opowieść wydała mi się już nie tak smutna jak niegdyś.
Może dlatego, że zajmuję się ostatnio pisaniem felietoników kulinarnych, dostrzegłam nagle, że Pinokio jest przez cały czas głodny! Od pierwszego dnia swego życia, kiedy to stolarz Dżeppetto wystrugał Pinokia z czarodziejskiego polana, biedny pajac nieustannie cierpi głód i marzy tylko o tym, by znaleźć choćby skórkę chleba.
Jeść dostał Pinokio dopiero następnego ranka, kiedy to Dżeppetto przyniósł do domu trzy gruszki. Miało to być jego własne śniadanie, ale Pinokio tak głośno użalał się na głód, że poczciwy staruszek odstąpił mu wszystko, co miał.
Pajacyk najpierw kazał sobie owoce obrać, ale kiedy i tak nie nasycił głodu, pożarł w końcu i skórki, i nawet ogryzki!
Nieposłuszny, samolubny i leniwy Pinokio, tak bardzo w swych wadach podobny do prawdziwego chłopczyka, łatwo ulegał pokusom. Stronił od pracy, natomiast pociągały go przyjemności życia. Nic też dziwnego, że bezustannie popadał w kłopoty tak żałosne, że czytelnik, chcąc nie chcąc, musi nad jego losem zapłakać. Niejeden pan, dziś już poważny i wąsaty, wylewał kiedyś łzy nad stronicami "Pinokia", czytając rozdzierające sceny z Krainy Zabawek.
Drewniany chłopczyk został tam zamieniony w prawdziwego osła i daremnie ryczał rozpaczliwie, wzywając pomocy; nikt go nie rozumiał! Myślę, że ci, poważni dziś, wąsaci panowie, zawdzięczają swej dziecięcej lekturze bardzo wiele. Autor "Pinokia" bowiem udzielił czytelnikom poważnej przestrogi, popychając pajacyka ku wciąż nowym, nierozważnym postępkom.
Pod koniec książki Pinokio poprawia się wreszcie i w nagrodę zostaje zamieniony w prawdziwego chłopca - w życiu też tak bywa, że mały, nieznośny łobuziak i pajac musi dojrzeć, dorosnąć, wiele zrozumieć, i wtedy dopiero staje się prawdziwym człowiekiem. Pinokio staje się prawdziwy dzięki uroczej Wróżce o Błękitnych Włosach, która czuwa z daleka (jak mama) nad niegrzecznym pajacykiem, zamierzając mu dopomóc w przemianie...
Pewnego razu, kiedy Pinokio był głodny tak bardzo, że już nie wstydził się żebrać - spotkał Wróżkę przebraną za wiejską kobietę. Poprosiła ona, by pajacyk odniósł jej do domu ciężką konewkę z wodą, a w zamian dostanie coś do zjedzenia. Pinokio nie kwapił się do pracy, ale Wróżka nalegała. Zgodził się wreszcie, kiedy obiecała, że nakarmi go prawdziwym przysmakiem - kalafiorem z oliwą i octem.
Tak właśnie chyba jadano w ubogich Włoszech za czasów Collodiego. Mam wrażenie, że potrawą Wróżki o Błękitnych Włosach jest po prostu kalafior po neapolitańsku.
Biały i dorodny kalafior należy opłukać, podzielić na cząstki i włożyć do dużego garnka z osoloną wodą. Gotować bez przykrycia pięć minut, oczywiście od chwili, gdy woda zawrze wraz z kalafiorem. Potem należy kalafior odcedzić, opłukać zimną wodą bieżącą i zostawić na sitku, żeby ostygł.
Tymczasem w niedużej misce wymierzyć trzeba dwie łyżki octu winnego (może być tyle samo soku ze świeżej cytryny, jeśli ktoś octu nie lubi!), ćwierć łyżeczki soli, szczyptę pieprzu i jedną trzecią szklanki oliwy. Wymieszać energicznie widelcem, ubijając lekko oliwę wlewaną (cienkim strumieniem) do miski.
Dodać jedną posiekaną drobniutko łodygę selera, dwie łyżki posiekanej naci pietruszki i pół małej cebuli, także posiekanej jak najdrobniej. Wszystko razem wymieszać, kalafior ułożyć w salaterce i zalać sosem. Można dodać, jeśli ktoś lubi, pokrajanego w kostkę konserwowego ogórka albo czerwoną paprykę, pociętą w cienkie paseczki. Albo wędzoną szynkę, jeśli ktoś miałby ochotę - no, ale to już byłoby niestylowo. Pinokio jadał biednie.
A, jak mawiał stolarz Dżeppetto: nie należy przyzwyczajać podniebienia ani do rzeczy zanadto wyszukanych, ani zbyt delikatnych.
Mój kochany, nie wiadomo, co nam się może przytrafić na tym świecie. Rozmaicie bywa!
I jest to jedna z wielu prawd na tematy kulinarne.
Jeść dostał Pinokio dopiero następnego ranka, kiedy to Dżeppetto przyniósł do domu trzy gruszki. Miało to być jego własne śniadanie, ale Pinokio tak głośno użalał się na głód, że poczciwy staruszek odstąpił mu wszystko, co miał.
Pajacyk najpierw kazał sobie owoce obrać, ale kiedy i tak nie nasycił głodu, pożarł w końcu i skórki, i nawet ogryzki!
Nieposłuszny, samolubny i leniwy Pinokio, tak bardzo w swych wadach podobny do prawdziwego chłopczyka, łatwo ulegał pokusom. Stronił od pracy, natomiast pociągały go przyjemności życia. Nic też dziwnego, że bezustannie popadał w kłopoty tak żałosne, że czytelnik, chcąc nie chcąc, musi nad jego losem zapłakać. Niejeden pan, dziś już poważny i wąsaty, wylewał kiedyś łzy nad stronicami "Pinokia", czytając rozdzierające sceny z Krainy Zabawek.
Drewniany chłopczyk został tam zamieniony w prawdziwego osła i daremnie ryczał rozpaczliwie, wzywając pomocy; nikt go nie rozumiał! Myślę, że ci, poważni dziś, wąsaci panowie, zawdzięczają swej dziecięcej lekturze bardzo wiele. Autor "Pinokia" bowiem udzielił czytelnikom poważnej przestrogi, popychając pajacyka ku wciąż nowym, nierozważnym postępkom.
Pod koniec książki Pinokio poprawia się wreszcie i w nagrodę zostaje zamieniony w prawdziwego chłopca - w życiu też tak bywa, że mały, nieznośny łobuziak i pajac musi dojrzeć, dorosnąć, wiele zrozumieć, i wtedy dopiero staje się prawdziwym człowiekiem. Pinokio staje się prawdziwy dzięki uroczej Wróżce o Błękitnych Włosach, która czuwa z daleka (jak mama) nad niegrzecznym pajacykiem, zamierzając mu dopomóc w przemianie...
Pewnego razu, kiedy Pinokio był głodny tak bardzo, że już nie wstydził się żebrać - spotkał Wróżkę przebraną za wiejską kobietę. Poprosiła ona, by pajacyk odniósł jej do domu ciężką konewkę z wodą, a w zamian dostanie coś do zjedzenia. Pinokio nie kwapił się do pracy, ale Wróżka nalegała. Zgodził się wreszcie, kiedy obiecała, że nakarmi go prawdziwym przysmakiem - kalafiorem z oliwą i octem.
Tak właśnie chyba jadano w ubogich Włoszech za czasów Collodiego. Mam wrażenie, że potrawą Wróżki o Błękitnych Włosach jest po prostu kalafior po neapolitańsku.
Biały i dorodny kalafior należy opłukać, podzielić na cząstki i włożyć do dużego garnka z osoloną wodą. Gotować bez przykrycia pięć minut, oczywiście od chwili, gdy woda zawrze wraz z kalafiorem. Potem należy kalafior odcedzić, opłukać zimną wodą bieżącą i zostawić na sitku, żeby ostygł.
Tymczasem w niedużej misce wymierzyć trzeba dwie łyżki octu winnego (może być tyle samo soku ze świeżej cytryny, jeśli ktoś octu nie lubi!), ćwierć łyżeczki soli, szczyptę pieprzu i jedną trzecią szklanki oliwy. Wymieszać energicznie widelcem, ubijając lekko oliwę wlewaną (cienkim strumieniem) do miski.
Dodać jedną posiekaną drobniutko łodygę selera, dwie łyżki posiekanej naci pietruszki i pół małej cebuli, także posiekanej jak najdrobniej. Wszystko razem wymieszać, kalafior ułożyć w salaterce i zalać sosem. Można dodać, jeśli ktoś lubi, pokrajanego w kostkę konserwowego ogórka albo czerwoną paprykę, pociętą w cienkie paseczki. Albo wędzoną szynkę, jeśli ktoś miałby ochotę - no, ale to już byłoby niestylowo. Pinokio jadał biednie.
A, jak mawiał stolarz Dżeppetto: nie należy przyzwyczajać podniebienia ani do rzeczy zanadto wyszukanych, ani zbyt delikatnych.
Mój kochany, nie wiadomo, co nam się może przytrafić na tym świecie. Rozmaicie bywa!
I jest to jedna z wielu prawd na tematy kulinarne.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Znajdź studia, kursy i szkolenia







