Gruszki króla Midasa

Małgorzata MUSIEROWICZ
23.08.2001 , aktualizacja: 27.08.2001 22:42
A A A Drukuj
Pora na przepisy gruszkowe! Można na straganach znaleźć smaczne faworytki lub konferencje albo niezbyt smaczne burozielone paryżanki. Te ostatnie zwłaszcza w przetworach zyskują na smaku, zaś w dzisiejszym naszym przepisie zyskują także na urodzie.
Pewnie dziecko kulinarne zastanawia się, dlaczego właśnie te gruszki mają nosić imię króla Midasa? Już wyjaśniam. Midas, legendarny król Frygii, niesłychanie bogaty osobnik, to był ten sam, który sędziował kiedyś w konkursie muzycznym między bogiem Apollinem, grającym na kitarze, a bożkiem Panem, który grał na aulosie. Ponieważ Midas ośmielił się mieć własne zdanie i głosował za Panem, rozeźlony Apollo sprawił, że krnąbrnemu jurorowi wyrosły ośle

uszy. Pisze o tym nasz ulubiony autor Jan Parandowski w naszej ulubionej książce pod tytułem "Mitologia".

Biedny Midas ukrywał swe haniebne uszka pod spiczastą czapką, ale musiał ujawnić bolesną prawdę jednej osobie: nadwornemu fryzjerowi! Fryzjer, któremu kazano dochować sekretu, omal się nie udusił tą tajemnicą. Bał się komukolwiek ją zdradzić, ale ulżył sobie, wyszeptując sensacyjną wiadomość do dołka wyżłobionego w ziemi. Niestety! Sitowie, które wyrosło w tym miejscu, za każdym powiewem wiatru roznosiło po okolicy i po całym kraju zdradziecką wieść: "Król Midas ma ośle uszy!".

Jan Parandowski nie pisze, czy król Midas miał jeszcze ośle uszy, kiedy przydarzyła mu się kolejna głupia historia. Jej pierwszym bohaterem jest pewien Sylen, czyli mityczna istota o końskim ogonie, a kształtach ludzkich, wychowawca Dionizosa - boga win, płodnych sił natury i plonów. O Sylenie, tym miłym staruszku, mówiono, że nigdy jeszcze nie był trzeźwy. Często usypiał gdzieś w grocie czy w polu, z dzbankiem pod głową, i tak też zdarzyło mu się zdrzemnąć pewnego razu we wspaniałym parku, należącym do króla Midasa właśnie. Ogrodnicy znaleźli śpiącego Sylena, a ponieważ nietrudno było go rozpoznać z powodu koźlej skóry i końskiego ogona, związali go girlandami kwiatów i - niby jeńca - zaprowadzili wśród śpiewów i żartów do króla.

"Midas ugościł serdecznie wesołego bożka - pisze Jan Parandowski - i kazał go odprowadzić do Dionizosa, którego orszak bawił w okolicy. Dionizos, ujęty uprzejmością króla, zjawił się w pałacu i obiecał spełnić wszystkie jego życzenia. Midas poprosił, by wszystko, czego się dotknie, zmieniało się natychmiast w złoto.

Jakże się cieszył, widząc, że bóg go wysłuchał. W jednej chwili stał się najbogatszym człowiekiem na ziemi. Każdy najlichszy przedmiot pod dotknięciem jego ręki zmieniał się w szczere złoto. Uradowany zasiadł do obiadu. Wtem zbladł nagle. Kęs chleba, który niósł do ust, zaciążył mu w ręce bryłką świecącego... metalu, wino, które pił z kubka, tężało mu w ustach w złote płytki.

Ogarnął go lęk śmiertelny. Poznał całą głupotę swego życzenia. Nie zwlekając pobiegł za Dionizosem i na klęczkach błagał, by mu bóg odjął ten straszny dar przemieniania wszystkiego w złoto. Dionizos kazał mu wykąpać się w rzece. Midas tak uczynił, czar opuścił jego ciało, a na dnie rzeki Paktolos od tej pory znajdowano złoto".

Tak pięknie pisał Jan Parandowski. Ale i Nathaniel Hawthorne, pisarz amerykański, opisał przygodę króla Midasa w opowieści "Złotodajna moc", wydanej w Polsce przez Naszą Księgarnię w roku 1980 w zbiorze pod tytułem "Opowieści z zaczarowanego lasu". Piękna to książka:

Oprócz przygody króla Midasa znajdziecie tam opowieść o Głowie Meduzy, o trzech złotych jabłkach, o Chimerze, Minotaurze i zębach smoka, i jeszcze inne. Czyta się to jak najpiękniejsze baśnie czarodziejskie, bo też w gruncie rzeczy do nich właśnie podobne były mity Greków.

A my dzisiaj upieczemy sobie gruszeczki, które swoim złocistym (po wyjęciu z piekarnika!) kolorem przypomną nam przygodę pechowego króla Frygii.



Zagniatamy najpierw ciasto z dwu czubatych szklanek mąki, połowy kostki masła i 5 dkg drożdży, rozczynionych w kubeczku z dwiema łyżkami letniej wody. Dodajemy dwa całe jajka, łyżkę cukru i pół paczki cukru waniliowego. Wyrabiamy szybko ciasto, po czym rozwałkowujemy je na duży placek grubości pół centymetra. Sześć - a może i osiem - gruszek średniej wielkości obieramy i - po przepołowieniu - wydrążamy gniazdka nasienne. W wydrążone miejsca wkładamy migdałek, orzeszek lub nieco rodzynek, łyżeczkę konfitury morelowej lub pomarańczowej albo i kawałek dobrej czekolady. Można dodać wiórek masła! Składamy razem połówki i zabieramy się do dzielenia rozwałkowanego ciasta na zgrabne kwadraty. Każdą gruszkę owijamy starannie kawałkiem ciasta i szczelnie zalepiamy brzegi, obcinając nadmiar ciasta ostrym nożem.

Po rozwałkowaniu ciasta na nowo możemy z niego powycinać śliczne listeczki z ogonkiem. Przypinamy każdej gruszce taką ozdobę, używając do tego celu goździka.

Teraz układamy oblepione ciastem gruszki na blasze wyłożonej folią aluminiową i smarujemy każdą po kolei rozmąconym w kubeczku żółtkiem. Smarujemy starannie i obficie, pamiętając, że to właśnie żółtko nada naszym gruszkom podczas pieczenia ów pożądany złoty kolor i połysk.

Pieczemy nasze gruszki około 25 minut w nagrzanym uprzednio piekarniku, w stałej temperaturze 250 stopni.

Jedząc nasz deser (pyszny na ciepło!), cieszymy się, że los był dla nas łaskawy; wprawdzie czasem czujemy, że rosną nam ośle uszy, ale z całą pewnością nie wszystko, czego dotkniemy, musi się zmieniać w złoto. Przykładem są gruszki, które, nawiasem mówiąc, znakomicie smakują z bitą śmietaną lub słodzonym twarożkiem.

Podziel się

  • 2 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Znajdź studia, kursy i szkolenia

Lektury belfra Staszka

Masz problem z czytaniem lektur? Nudzą Cię? Belfer Staszek tłumaczy je na wesoło.

Przepisy bohaterów literackich

Nauka literatury ze szczyptą humoru. Smacznego.