Deser wuja Tarabuka

Małgorzata Musierowicz
23.08.2001 , aktualizacja: 13.02.2002 14:47
A A A Drukuj
Bohater cudownej książki, pełnej baśniowych przygód, napisanej przez Bolesława Leśmiana ("Przygody Sindbada Żeglarza"), miał wuja. Wuj Tarabuk był poetą. I było to bardzo przykre. Wuj Sindbada Żeglarza niemal co dzień układał wiersze. Kochał poezję, lecz nienawidził gramatyki i ortografii.
Pisał więc z błędami, a wiersze jego były okropne. Ale on o tym nie wiedział.

Co dzień chodził na brzeg morza, siadał przy składanym stoliku i - wsłuchany w szum fal - pisał swe wiersze i poematy.

Pewnego razu zmorzył go nagły sen, a burza, która zerwała się znienacka sprawiła, że wicher zwiał do morza wszystkie drogocenne rękopisy poety! Odtąd zrozpaczony Tarabuk co dzień wyruszał nad morze z wędką, lecz daremnie. Utracił swe rękopisy na zawsze!

Jakąż jednak siłą jest miłość do poezji! Kiedy Sindbad wyruszał w pierwszą ze swych niebezpiecznych i cudownych podróży, wuj Tarabuk znów tworzył ochoczo, z szybkością jednego poematu na dobę.

Po powrocie Sindbad zastał go rażonego kolejną tragedią, wskutek której umysł wuja, jak on sam się wyraził, ?zsunął mu się nieco na bakier?. Nieszczęśnik nadużywał słów związanych z praniem. ?Pójdźże w me objęcia, abym ci ten pysk ucałował i sprał? - zawołał wuj na widok siostrzeńca, a zapytany o znaczenie owych zaskakujących słów wyznał, że określenia pralniane nasuwają mu się same.

Sindbad podejrzewał, że wuj zakochał się w jakiejś pięknej praczce, lecz okazało się, że jest wręcz przeciwnie: wuj był opanowany nienawiścią do wszystkiego, co z praniem się wiąże.

Otóż praczka, wskutek fatalnego nieporozumienia, pomyliła dwa kufry: jeden zawierał brudną bieliznę, drugi - spisane na pergaminie poematy. Cały nowy dorobek poetycki wuja Tarabuka został wyprany do czysta, wykrochmalony i wyprasowany, a praczka z dumą oznajmiła, że musiała pracować ponad siły, gdyż ?śliniaczki? wuja Tarabuka były upstrzone plamkami wręcz okropnie, całkiem jakby się kto uwziął stawiać jedną

obok drugiej.

Ponury nastrój opanował wuja na długo, lecz gdy Sindbad cudem powrócił z kolejnej podróży - ucieszył się odmianą. Wuj był wesół, zdrów na umyśle i zadowolony. Postanowił mianowicie cały swój poetycki dorobek powierzyć tym razem nie zawodowemu papierowi, lecz ?istotom żywym i mniej więcej rozumnym?. Wynajął tysiąc młodych niewolnic i powierzył ich pamięci 10 tysięcy swoich nowych utworów. Niestety, radość jego trwała krótko: znudzone dziewczęta uciekły pewnego dnia z tysiącem narzeczonych, znikając na zawsze wraz z poematami wuja.

Kolejny pomysł Tarabuka polegał na tym, że utwory swe kazał wytatuować na własnej skórze. Kiedy Sindbad pojawił się w domu po raz kolejny, ujrzał wuja zapisanego maczkiem w całości, z wyjątkiem pleców, które specjalista Chińczyk pokrywał właśnie tatuowanymi słowami długiego poematu. Ożywienie, jakie Chińczyk przejawił na widok Sindbada, oraz tajemne narady, jakie przeprowadzał z wujem, upewniły Żeglarza w podejrzeniu, że dalszy ciąg przepisywania ma się odbyć na jego własnej skórze. Czym prędzej więc wyruszył w świat.

Wracając po dłuższym czasie poznał na statku piękną Arkelę podróżującą w towarzystwie ciotki, wdowy Barabakasentoryny. Sindbad oświadczył się Arkeli i został przyjęty, zaś wuj Tarabuk zachwycił się otyłą postacią ciotki. Ta jednak oznajmiła, że wyjdzie tylko za człowieka nie tatuowanego i wręczyła Tarabukowi maść, która skutecznie wybieliła mu skórę. W ten sposób poezje wuja znikły po raz kolejny, a po ślubie przynosił żonie osobiście każdy nowy wiersz, by go zniszczyła - ?nie cierpiała bowiem poezji?. ?Co do Chińczyka - pisze Leśmian - ten, jak się okazało, posiadał niezwykły talent kulinarny. Wuj Tarabuk mianował go kucharzem pałacowym?.

I tu zaczyna się pole dla naszej wyobraźni! Chińczyk, żyjący w Bagdadzie, na szlaku żaglowym do Indii - cóż on mógł przyrządzać? Zapewne łączył tradycje chińskie z perskimi gustami domowników oraz indyjskimi upodobaniami kulinarnymi Sindbada-Żeglarza.

Oto słynny arabski deser z indyjskimi przyprawami, nieco chiński, chyba także - ze względu na ryż.

Ryżu ma być jedna szklanka! Trzeba go wymyć w zimnej wodzie, zalać trzema szklankami mleka i gotować na małym ogniu, aż wchłonie cały płyn. Dodać pół szklanki śmietanki, szczyptę kardamonu, szczyptę szafranu (można te przyprawy dostać bez trudu w pierwszym lepszym sklepie spożywczym!), trzy łyżki cukru, szczyptę zmielonych goździków, szczyptę cynamonu, 10 dkg rodzynków i łyżkę zmielonych migdałów. Na końcu dolać łyżkę soku cytrynowego i skórkę otartą z połowy cytryny.

Gotować na malutkim ogniu, mieszając, około kwadransa. Podawać na ciepło lub zimno, z bitą śmietaną!

Smakuje ten deser baśniami z 1001 nocy. Zajadając go wraz z rodziną może dziecko mimochodem stworzyć na boku jeden czy drugi poemacik, ale uwaga! - z zachowaniem reguł gramatycznych i ortograficznych. Tylko takie poematy zasługują na przechowanie!

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Znajdź studia, kursy i szkolenia

Lektury belfra Staszka

Masz problem z czytaniem lektur? Nudzą Cię? Belfer Staszek tłumaczy je na wesoło.

Przepisy bohaterów literackich

Nauka literatury ze szczyptą humoru. Smacznego.