Deser Lukullusa
23.08.2001
, aktualizacja: 27.08.2001 22:41
Ale kto to był ten Lukullus? - zapyta dziecko kulinarne. Już mówię. Lucjusz Licyniusz Lucullus (czytaj: Lukullus) żył w latach 117-56 przed narodzeniem Chrystusa. Był wojownikiem i politykiem, a wywodził się z plebsu. W starożytnym Rzymie (to była jego ojczyzna) plebejusze byli obywatelami niższej kategorii. Nie wolno im było na przykład zawierać małżeństw z patrycjuszami - czyli członkami takich rodów, których ojcowie zasiadali w senacie.
Tak, tak. Plebejski ród Licyniuszów zgromadził jednak taki majątek, że niejednemu patrycjuszowi oczy wyszłyby na wierzch. Ku wielkiemu zadowoleniu Licyniuszów.
Lukullus spędził życie pośród wojen i polityki, ale kiedy dość już miał i tego, i owego - wycofał się w zacisze domowe i zajął się wydawaniem pieniędzy. Prowadził niezwykle wystawne życie (to dosyć typowe dla bogatych plebejuszy), wznosił, jedną po drugiej, luksusowe wille, zakładał cudowne ogrody, kolekcjonował dzieła sztuki i książki (ciekawe, czy również je czytał...).
Odwiecznym zwyczajem bogatych opiekował się artystami i uczonymi, którzy, również swym odwiecznym zwyczajem, cierpieli niedostatek. Lecz do historii przeszedł Lukullus głównie dzięki swym ucztom. Były one tak nieprawdopodobnie wystawne, odznaczały się takim przepychem i obfitością smakowitych potraw, że pamięć o nich przetrwała aż do naszych czasów (czy dziecko słyszało kiedyś określenie "uczta Lukullusa? - ano właśnie).
Pewnego razu zdarzyło mu się spożywać posiłek samemu. Ku jego oburzeniu podano mu potrawy mniej wspaniałe niż zwykle, a sługa tłumaczył się mętnie, że przecież dzisiaj nikogo nie ma na obiedzie. Pan zbeształ niewolnika, mówiąc: - Cóż to, czy nie wiesz, że dziś Lukullus gości Lukullusa?!
(Jeśli dziecko nie wierzy, że tak było naprawdę - niech sprawdzi w arcyciekawym "Słowniku mitów i tradycji kultury" Władysława Kopalińskiego. Słownik na pewno stoi na półce u rodziców.)
Co najzabawniejsze, właśnie ten Lukullus, bogaty smakosz, sprowadził do Europy wiśnie z Azji Mniejszej. Przyjęły się
doskonale w ciepłym klimacie Italii, później zaś okazało się, że owocują równie obficie i w klimacie umiarkowanym. Tak, nasze poczciwe wiśnie rosnące przy wiejskim płocie podawano niegdyś na ucztach Lukullusa jako przysmak egzotyczny i rzadki!
A niech no tylko dziecko kulinarne wyobrazi sobie tego Lukullusa, faceta o rzymskim oczywiście profilu - z wyglądu coś jakby emerytowanego generała, tyle że bez wąsów (Rzymianie golili się na gładko!). Odziany w przewiewną togę udrapowaną na ramieniu oraz w rzemienne sandały spoczywa Lukullus w pozycji półleżącej na meblu przeznaczonym do ucztowania. W Rzymie upał jak licho, ale nasze panisko bawi w jednej ze swych chłodnych marmurowych willi nad brzegiem lazurowego morza. Słońce pali, śpiewają cykady, pachnie wawrzynem i pinią, a zbesztany sługa zwija się jak w ukropie i płonąc chęcią przypodobania się panu - wnosi właśnie puchar ze wspaniałym, orzeźwiającym deserem.
Przepraszam, czy dziecko kulinarne przygotowało już puchar?
Jeśli tak, to brawo. Jeśli nie - niech szybciutko przygotuje. Puchar, powiadam, nie pucharek! - duże naczynie szklane lub metalowe. Będziemy przyrządzać deser Lukullusa.
Proszę obrać pomarańczę i pokroić ją na kawałeczki. Ułożyć na dnie pucharu. Polać dwiema łyżkami gęstego syropu wiśniowego. Na tym proszę ułożyć warstwę ochłodzonej bitej śmietanki, sypnąć garścią sparzonych, obranych i posiekanych migdałów. Dalej: niech dziecko obierze ze skórki dużą brzoskwinię i jej kawałeczki ułoży na śmietanie. Znów migdały, znów warstwa śmietany - i kolej na wiśnie. Z dużych, soczystych, pozbawionych pestek wiśni należy utworzyć kolejne piętro deseru. I - znów śmietana! A na niej malutkie ciasteczka, powiedzmy bezy. Pomiędzy bezy niech dziecko powtyka dorodne maliny albo zielone kulki winogron. Albo najlepiej jedno i drugie.
Teraz niech dziecko przybierze pozycję półleżącą, dźwignie puchar z deserem i spożyje przysmak dużą łyżką, dogadując sobie przy tym grubym głosem: - Lukullus gości Lukullusa!
Zamiast warstwy śmietany dobrze byłoby dać grubą warstwę lodów waniliowych - deser aż się o to prosi. Niestety. To nie byłoby stylowo. Rzymianie nie mieli lodówek, a klimat nie pozwalał im chyba na przechowywanie brył lodu w piwniczkach. Zresztą - nie wiem na pewno, więc jeśli dziecko już tak bardzo chce, niech sobie dołoży tych lodów. Dwie albo i trzy kulki! Co tam. Jak ucztować, to ucztować.
Lukullus spędził życie pośród wojen i polityki, ale kiedy dość już miał i tego, i owego - wycofał się w zacisze domowe i zajął się wydawaniem pieniędzy. Prowadził niezwykle wystawne życie (to dosyć typowe dla bogatych plebejuszy), wznosił, jedną po drugiej, luksusowe wille, zakładał cudowne ogrody, kolekcjonował dzieła sztuki i książki (ciekawe, czy również je czytał...).
Odwiecznym zwyczajem bogatych opiekował się artystami i uczonymi, którzy, również swym odwiecznym zwyczajem, cierpieli niedostatek. Lecz do historii przeszedł Lukullus głównie dzięki swym ucztom. Były one tak nieprawdopodobnie wystawne, odznaczały się takim przepychem i obfitością smakowitych potraw, że pamięć o nich przetrwała aż do naszych czasów (czy dziecko słyszało kiedyś określenie "uczta Lukullusa? - ano właśnie).
Pewnego razu zdarzyło mu się spożywać posiłek samemu. Ku jego oburzeniu podano mu potrawy mniej wspaniałe niż zwykle, a sługa tłumaczył się mętnie, że przecież dzisiaj nikogo nie ma na obiedzie. Pan zbeształ niewolnika, mówiąc: - Cóż to, czy nie wiesz, że dziś Lukullus gości Lukullusa?!
(Jeśli dziecko nie wierzy, że tak było naprawdę - niech sprawdzi w arcyciekawym "Słowniku mitów i tradycji kultury" Władysława Kopalińskiego. Słownik na pewno stoi na półce u rodziców.)
Co najzabawniejsze, właśnie ten Lukullus, bogaty smakosz, sprowadził do Europy wiśnie z Azji Mniejszej. Przyjęły się
doskonale w ciepłym klimacie Italii, później zaś okazało się, że owocują równie obficie i w klimacie umiarkowanym. Tak, nasze poczciwe wiśnie rosnące przy wiejskim płocie podawano niegdyś na ucztach Lukullusa jako przysmak egzotyczny i rzadki!
A niech no tylko dziecko kulinarne wyobrazi sobie tego Lukullusa, faceta o rzymskim oczywiście profilu - z wyglądu coś jakby emerytowanego generała, tyle że bez wąsów (Rzymianie golili się na gładko!). Odziany w przewiewną togę udrapowaną na ramieniu oraz w rzemienne sandały spoczywa Lukullus w pozycji półleżącej na meblu przeznaczonym do ucztowania. W Rzymie upał jak licho, ale nasze panisko bawi w jednej ze swych chłodnych marmurowych willi nad brzegiem lazurowego morza. Słońce pali, śpiewają cykady, pachnie wawrzynem i pinią, a zbesztany sługa zwija się jak w ukropie i płonąc chęcią przypodobania się panu - wnosi właśnie puchar ze wspaniałym, orzeźwiającym deserem.
Przepraszam, czy dziecko kulinarne przygotowało już puchar?
Jeśli tak, to brawo. Jeśli nie - niech szybciutko przygotuje. Puchar, powiadam, nie pucharek! - duże naczynie szklane lub metalowe. Będziemy przyrządzać deser Lukullusa.
Proszę obrać pomarańczę i pokroić ją na kawałeczki. Ułożyć na dnie pucharu. Polać dwiema łyżkami gęstego syropu wiśniowego. Na tym proszę ułożyć warstwę ochłodzonej bitej śmietanki, sypnąć garścią sparzonych, obranych i posiekanych migdałów. Dalej: niech dziecko obierze ze skórki dużą brzoskwinię i jej kawałeczki ułoży na śmietanie. Znów migdały, znów warstwa śmietany - i kolej na wiśnie. Z dużych, soczystych, pozbawionych pestek wiśni należy utworzyć kolejne piętro deseru. I - znów śmietana! A na niej malutkie ciasteczka, powiedzmy bezy. Pomiędzy bezy niech dziecko powtyka dorodne maliny albo zielone kulki winogron. Albo najlepiej jedno i drugie.
Teraz niech dziecko przybierze pozycję półleżącą, dźwignie puchar z deserem i spożyje przysmak dużą łyżką, dogadując sobie przy tym grubym głosem: - Lukullus gości Lukullusa!
Zamiast warstwy śmietany dobrze byłoby dać grubą warstwę lodów waniliowych - deser aż się o to prosi. Niestety. To nie byłoby stylowo. Rzymianie nie mieli lodówek, a klimat nie pozwalał im chyba na przechowywanie brył lodu w piwniczkach. Zresztą - nie wiem na pewno, więc jeśli dziecko już tak bardzo chce, niech sobie dołoży tych lodów. Dwie albo i trzy kulki! Co tam. Jak ucztować, to ucztować.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Znajdź studia, kursy i szkolenia







