Groźne ciasto kapitana Haka

Małgorzata Musierowicz
23.08.2001 , aktualizacja: 14.02.2002 18:12
A A A Drukuj
Czy dziecko czytało przepiękną książkę Jamesa M. Barrie "Piotruś Pan"? Tę o małym chłopcu, który mieszkał w Nibylandii i nie miał własnej mamusi? Pewnego dnia zjawił się w domu państwa Darling. Pani Darling "Była to piękna pani, z romantyczną główką i słodkimi, drwiącymi usteczkami.
Jej romantyczna główka była jak te maleńkie szkatułeczki rodem z zagadkowego Wschodu. Są one umieszczone jedna w drugiej i ileś by ich nie otworzył, zawsze jest jeszcze jedna w środku. A jej słodkie, drwiące usta miały jeden pocałunek, którego Wendy nigdy nie mogła otrzymać, choć był dokładnie widoczny w prawym ich kąciku."

Kim była Wendy? - najstarszym dzieckiem pani Darling. Młodszy od niej był Janek, a Michał był zupełnie mały.

Kiedy dzieci zasnęły, pani Darling czuwała w fotelu przy kominku, jej oczy zamknęły się same. "Kiedy usnęła, przyśniło jej się, że Nibylandia przysunęła się za blisko i wypadł z niej jakiś dziwny chłopiec. Nie odczuła zaniekojenia, bo wydawało jej się, że widziała go już przedtem w twarzach wielu kobiet, które nie mają dzieci. A może dałoby się go też odszukać w twarzach niektórych matek. (...) Ten sen sam w sobie nie byłby niczym, ale kiedy śniła, okno dziecinnego pokoju otworzyło się i na podłogę opadł chłopiec. Towarzyszyło mu nie większe jak pięść dziwne światełko, które skakało po pokoju jak żywa istota.

Zerwała się z krzykiem i zobaczyła chłopca, i od razu zrozumiała w jakiś sposob, że to Piotruś Pan. Ty albo ja albo Wendy, gdybyśmy tam byli, zauważylibyśmy, że on jest bardzo podobny do pocałunku pani Darling. Okryty był liśćmi i żywicą, ale najbardziej zachwycające w nim było to, że miał wszystkie mleczne zęby."

Przy następnej wizycie Piotruś (który znów przybył z owym światełkiem - była to maleńka wróżka, Blaszany Dzwoneczek) nauczył dzieci latać i po prostu zabrał je ze sobą do Nibylandii - "drugą ulicą na prawo - i prosto aż do rana".

W Nibylandii nie było ani rajsko, ani bezpiecznie. To właśnie ogromnie się podobało Piotrusiowi. Miał tam oczywiście sprzymierzeńców, ale miał i wrogów, byli nimi piraci. A pomiędzy nimi "jak najczarniejszy i największy klejnot w tym ciemnym naszyjniku tkwi Jakub Hak" - kapitan. Przydomek jego wziął się stąd, że kapitan nie miał prawej ręki. Zamiast dłoni miał żelazny hak, którym co chwila przynaglał ludzi do pośpiechu. "Był czarnowłosy, o rysach śniadych i upiornych, a jego długie loki wyglądały z daleka jak czarne świece i nadawały niezwykle gróźny wygląd przystojnemu obliczu. Oczy jego miały błękit niezapominajek i był w nich wyraz głębokiej melancholii, który znikał tylko wtedy, gdy wbijał w ciebie hak". Brrr.

Do zwolenników Piotrusia należeli zagubieni chłopcy w liczbie sześciu. Ta liczba zmieniała się, bo gdy tylko jakiś chłopiec zaczynał dorastać, Piotruś go wypędzał. Chłopcy właśnie poszukiwali Piotrusia, ich z kolei tropili piraci, na których dybali Indianie, których z kolei tropiły dzikie zwierzęta. Pod nieobecność Piotrusia piratom udało się wykryć podziemny domek zagubionych chłopców. I wtedy kapitan Hak przedstawił swój okrutny plan.

"Trzeba wrócić na statek - wycedził przez zęby - i upiec ogromne ciasto o wielkiej grubości, lukrowane zielonym lukrem. Pozostawimy ciasto na brzegu Laguny Syren. Chłopcy (...) znajdą ciasto i pożrą je, bo nie mając matki, nie wiedzą, jak niebezpiecznie jest jeść świeże ciasto."

Plan był iście szatański. Na szczęście jednak, nim piraci upiekli ciasto, na Nibylandię przybył Piotruś, a z nim Wendy, oraz jej bracia. I Wendy została mamusią ich wszystkich.

"Moglibyśmy też opowiedzieć o tym cieście, które piraci upiekli, żeby chłopcy zjedli je i zginęli. Podkładali je w rozmaitych widocznych miejscach, ale Wendy zawsze wyrwała je na czas z rąk swoich dzieci, aż wreszcie straciło całą swoją soczystość i stało się twarde jak kamień. Używano go potem jako pocisku."



Z naszym ciastem tak nie będzie. Niech dziecko ubije cztery jaja z dwiema szklankami cukru, dodając niecałą kostkę masła lub margaryny. Można ucierać drewnianym wałkiem, ale lepiej ubić w mikserze. Potem trzeba dodać dwie czubate szklanki mąki krupczatki, pół proszku do pieczenia, filiżankę kwaśnej śmietany i cukier waniliowy. Po utarciu wszystkiego na gładką masę, wlać ją do formy tortowej, wysmarowanej masłem i wysypanej bułką tartą. Piec jakieś pół godziny (koniecznie próba patyczkiem!), a po wystygnięciu smarować roztopioną czekoladą, lub zielonym lukrem (cukier puder, sok ze świeżych liści szpinaku, plus odrobina mleka).

Wierzch ciasta niech dziecko ozdobi zielonymi i brązowymi cukierkami groszkami, tak żeby wyglądało jak skóra krokodyla, tego samego, który pływał za kapitanem Hakiem i tykał.

Jako wieloletnia, zasłużona mamusia udzielam dziecku kulinarnemu przestrogi: niech dziecko nie pożera tego ciasta, nim ostygnie!

Mnie osobiście, co prawda, nigdy świeże ciasto nie zaszkodziło, ale z drugiej strony, mam wielki szacunek dla literatury.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Znajdź studia, kursy i szkolenia

Lektury belfra Staszka

Masz problem z czytaniem lektur? Nudzą Cię? Belfer Staszek tłumaczy je na wesoło.

Przepisy bohaterów literackich

Nauka literatury ze szczyptą humoru. Smacznego.