Ciastka migdałowe pana Perukki
23.08.2001
, aktualizacja: 27.08.2001 22:41
Kiedy wieje mocny wiatr, każde dziecko kulinarne przypomnieć sobie musi pewien wieczór przy ulicy Czereśniowej, pod numerem siedemnastym, opisany w książce Pameli Travers "Mary Poppins". Wiało wtedy okropnie, wichura szarpała drzewa i przyginała je do ziemi, a Michaś, Janeczka i Bliźnięta wyglądali przez okno swego pokoju, czy nie wraca już Tatuś.
Ale zamiast Tatusia zobaczyli postać kobiecą w kapeluszu z dużą torbą zrobioną z dywanika. Postać nacisnęła klamkę furtki, a gdy tylko znalazła się w ogrodzie, wiatr uniósł ją w powietrze i przywiał do samego domu.
Była to Mary Poppins, nowa wychowawczyni dzieci.
Miała parasolkę z papuzią główką, wielkie ręce i nogi oraz małe niebieskie oczy. Kiedy wchodziła na piętro, dzieci zauważyły, że potrafi ślizgać się po poręczy - pod górę! A tuż przed snem podała wszystkim po łyżce tajemniczego lekarstwa z dużej butelki. Za każdym razem, gdy je nalewała, lekarstwo miało inny kolor i inny smak (pyszny!).
Odkąd Mary Poppins się pojawiła, życie czworga małych Banksów zmieniło się w pasmo cudownych przygód (podobnie jak życie setek tysięcy czytelników Pameli Travers na całym, całym świecie).
Odwiedzili na przykład wuja Mary, niejakiego Alberta Perukkę, który miał urodziny. A że był piątek, wujowi Albertowi przydarzyło się to, co zwykle przydarzało mu się w urodziny, pod warunkiem że przypadały w piątek właśnie: wuj wypełnił się gazem rozweselającym i uniósł się pod sam sufit, skąd nie mógł opaść, dopóki nie pomyślał o czymś poważnym lub smutnym.
Nie minęło wiele czasu, a i dzieci także uniosły się w powietrze. Gdy tylko ujrzały pana Perukkę pod sufitem, natychmiast dostały ataku chichotek i gaz rozweselający wypełnił także i ich ciała. Unosili się już wszyscy w powietrzu, gdy Mary Poppins wzbiła się ku nim, poważnie, godnie i surowo, jak to ona. Problem był tylko ze stołem, nakrytym już do podwieczorku: nie mogli go dosięgnąć, bo stał oczywiście na podłodze, pięknie już nakryty przez pana Perukkę.
Były tam stosy chleba z masłem, placuszki, ciasteczka migdałowe i wielki tort z różowym lukrem. Oraz - oczywiście - filiżanki i spodki do herbaty.
Usiłowali pomyśleć o czymś bardzo smutnym (Michaś: że kiedyś będzie musiał pójść do szkoły. Janeczka: że za czternaście lat stanie się dorosła), ale nic nie pomagało: chichocząc unosili się nadal w powietrzu.
Wobec tego Mary Poppins, sobie tylko wiadomym sposobem, sprowadziła stół wraz z zastawą pod sufit i wszyscy usiedli w powietrzu, a ona nalała im herbaty.
A pan Perukka powiedział, że chociaż istnieje zwyczaj, by podwieczorek zaczynać od chleba z masłem, to jednak z powodu urodzin oni zaczną od tortu z różowym lukrem.
Prawdę mówiąc, na myśl o takim angielskim podwieczorku każdemu dziecku - czy małe jest, czy duże, czy bardzo duże nawet - napływa do ust ślinka. Angielskie podwieczorki w ogóle to bardzo dobry pomysł. Miło bowiem zasiąść do pięknie nakrytego stołu co dzień o piątej po południu, pić gorącą, aromatyczną herbatkę i jeść chleb z masłem, sandwicze ogórkowe lub ciasteczka. O wiele milszy to zwyczaj niż wpadanie o tej samej godzinie do kuchni, chwytanie brudnymi łapami bułki i pomidora i zbieganie z tym posiłkiem na podwórko, gdzie chłopaki nadal kopią piłkę. Chociaż, niewątpliwie, i ten ostatni sposób na podwieczorek ma swoje uroki, jak też tradycję literacką.
Albo takie ciasteczka migdałowe. Naturalnie, możemy je kupić w pierwszym lepszym sklepie spożywczym i zjeść z pudełka wprost na ulicy. Ale nigdy, przenigdy nie będą one smakowały tak, jak te upieczone własnoręcznie i podane do pięknie nakrytego stołu o godzinie piątej po południu (płonący kominek bardzo wskazany, acz niekonieczny).
Wypróbujemy tę oto staroświecką receptę na ciastka migdałowe:
Półtorej szklanki mąki należy utrzeć z jedną trzecią kostki margaryny, dodać następnie pół szklanki cukru pudru (bez grudek!) i dwie czubate łyżeczki proszku do pieczenia.
Po wymieszaniu tych składników należy wydrążyć w nich dołek, do którego wbić jedno całe jajo i jedno żółtko (białko z tego jednego jajka zachowujemy w naczynku na potem!).
Dodać teraz musimy 2 lub 3 łyżki śmietany i pół paczki (czyli 5 dag) migdałów, posiekanych ostrym nożem na kawałeczki. Jeszcze skórka otarta z cytryny (dobrze umytej i osuszonej w ściereczce!) oraz czubata łyżeczka cukru waniliowego.
Z tego wszystkiego zagniatamy gładkie ciasto, rozwałkowujemy je na grubość pół centymetra i wykrawamy szklanką zgrabne kółka.
Układamy je na blasze wysmarowanej tłuszczem lub tylko wyścielonej folią aluminiową. Po wierzchu smarujemy kółeczka rozmąconym białkiem, które tego właśnie momentu oczekiwało w naczynku.
Posypujemy każde ciastko grubym cukrem kryształem, nakłuwamy widelcem w paru miejscach i zdobimy ułożonym pośrodku migdałkiem.
Była to Mary Poppins, nowa wychowawczyni dzieci.
Miała parasolkę z papuzią główką, wielkie ręce i nogi oraz małe niebieskie oczy. Kiedy wchodziła na piętro, dzieci zauważyły, że potrafi ślizgać się po poręczy - pod górę! A tuż przed snem podała wszystkim po łyżce tajemniczego lekarstwa z dużej butelki. Za każdym razem, gdy je nalewała, lekarstwo miało inny kolor i inny smak (pyszny!).
Odkąd Mary Poppins się pojawiła, życie czworga małych Banksów zmieniło się w pasmo cudownych przygód (podobnie jak życie setek tysięcy czytelników Pameli Travers na całym, całym świecie).
Odwiedzili na przykład wuja Mary, niejakiego Alberta Perukkę, który miał urodziny. A że był piątek, wujowi Albertowi przydarzyło się to, co zwykle przydarzało mu się w urodziny, pod warunkiem że przypadały w piątek właśnie: wuj wypełnił się gazem rozweselającym i uniósł się pod sam sufit, skąd nie mógł opaść, dopóki nie pomyślał o czymś poważnym lub smutnym.
Nie minęło wiele czasu, a i dzieci także uniosły się w powietrze. Gdy tylko ujrzały pana Perukkę pod sufitem, natychmiast dostały ataku chichotek i gaz rozweselający wypełnił także i ich ciała. Unosili się już wszyscy w powietrzu, gdy Mary Poppins wzbiła się ku nim, poważnie, godnie i surowo, jak to ona. Problem był tylko ze stołem, nakrytym już do podwieczorku: nie mogli go dosięgnąć, bo stał oczywiście na podłodze, pięknie już nakryty przez pana Perukkę.
Były tam stosy chleba z masłem, placuszki, ciasteczka migdałowe i wielki tort z różowym lukrem. Oraz - oczywiście - filiżanki i spodki do herbaty.
Usiłowali pomyśleć o czymś bardzo smutnym (Michaś: że kiedyś będzie musiał pójść do szkoły. Janeczka: że za czternaście lat stanie się dorosła), ale nic nie pomagało: chichocząc unosili się nadal w powietrzu.
Wobec tego Mary Poppins, sobie tylko wiadomym sposobem, sprowadziła stół wraz z zastawą pod sufit i wszyscy usiedli w powietrzu, a ona nalała im herbaty.
A pan Perukka powiedział, że chociaż istnieje zwyczaj, by podwieczorek zaczynać od chleba z masłem, to jednak z powodu urodzin oni zaczną od tortu z różowym lukrem.
Prawdę mówiąc, na myśl o takim angielskim podwieczorku każdemu dziecku - czy małe jest, czy duże, czy bardzo duże nawet - napływa do ust ślinka. Angielskie podwieczorki w ogóle to bardzo dobry pomysł. Miło bowiem zasiąść do pięknie nakrytego stołu co dzień o piątej po południu, pić gorącą, aromatyczną herbatkę i jeść chleb z masłem, sandwicze ogórkowe lub ciasteczka. O wiele milszy to zwyczaj niż wpadanie o tej samej godzinie do kuchni, chwytanie brudnymi łapami bułki i pomidora i zbieganie z tym posiłkiem na podwórko, gdzie chłopaki nadal kopią piłkę. Chociaż, niewątpliwie, i ten ostatni sposób na podwieczorek ma swoje uroki, jak też tradycję literacką.
Albo takie ciasteczka migdałowe. Naturalnie, możemy je kupić w pierwszym lepszym sklepie spożywczym i zjeść z pudełka wprost na ulicy. Ale nigdy, przenigdy nie będą one smakowały tak, jak te upieczone własnoręcznie i podane do pięknie nakrytego stołu o godzinie piątej po południu (płonący kominek bardzo wskazany, acz niekonieczny).
Wypróbujemy tę oto staroświecką receptę na ciastka migdałowe:
Półtorej szklanki mąki należy utrzeć z jedną trzecią kostki margaryny, dodać następnie pół szklanki cukru pudru (bez grudek!) i dwie czubate łyżeczki proszku do pieczenia.
Po wymieszaniu tych składników należy wydrążyć w nich dołek, do którego wbić jedno całe jajo i jedno żółtko (białko z tego jednego jajka zachowujemy w naczynku na potem!).
Dodać teraz musimy 2 lub 3 łyżki śmietany i pół paczki (czyli 5 dag) migdałów, posiekanych ostrym nożem na kawałeczki. Jeszcze skórka otarta z cytryny (dobrze umytej i osuszonej w ściereczce!) oraz czubata łyżeczka cukru waniliowego.
Z tego wszystkiego zagniatamy gładkie ciasto, rozwałkowujemy je na grubość pół centymetra i wykrawamy szklanką zgrabne kółka.
Układamy je na blasze wysmarowanej tłuszczem lub tylko wyścielonej folią aluminiową. Po wierzchu smarujemy kółeczka rozmąconym białkiem, które tego właśnie momentu oczekiwało w naczynku.
Posypujemy każde ciastko grubym cukrem kryształem, nakłuwamy widelcem w paru miejscach i zdobimy ułożonym pośrodku migdałkiem.
Pieczemy ciastka migdałowe na kolor złoty w dobrze nagrzanym piekarniku (ach, jakże one pięknie pachną!...). Gorące zdejmujemy z blachy i układamy na deseczce.
Po ostudzeniu przekładamy na płaski półmisek i niesiemy na stół podwieczorkowy.
Podczas podwieczorku, naturalnie, myślimy tylko o rzeczach miłych, śmiesznych, rozweselających i pocieszających. Nie sprawi to rzecz jasna - że będziemy się unosić pod sufit, jak pan Perukka. Ale może wystarczy unosić się radością i na siedząco? Wszystko wtedy smakuje jeszcze lepiej, a życie w ogóle wydaje się milsze.
Po ostudzeniu przekładamy na płaski półmisek i niesiemy na stół podwieczorkowy.
Podczas podwieczorku, naturalnie, myślimy tylko o rzeczach miłych, śmiesznych, rozweselających i pocieszających. Nie sprawi to rzecz jasna - że będziemy się unosić pod sufit, jak pan Perukka. Ale może wystarczy unosić się radością i na siedząco? Wszystko wtedy smakuje jeszcze lepiej, a życie w ogóle wydaje się milsze.
- 3 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Znajdź studia, kursy i szkolenia







