Ciasteczka Angeliki

Małgorzata MUSIEROWICZ
23.08.2001 , aktualizacja: 27.08.2001 22:40
A A A Drukuj
Jednego pięknego dnia, kiedy księżniczka Angelika była jeszcze malutką dziewczynką, jej guwernantka, wielce szanowna pani Gburia-Furia, wyprowadziła ją na przechadzkę do wspaniałych królewskich ogrodów. (...) Mała Angelika niosła w rączce smakowite ciasteczko z rodzynkami, przysmak, którym chciała uraczyć łabędzie.
Czy dziecko pamięta, skąd pochodzi ten fragment?

Tak! Tak jest! Brawo! Dziecko kulinarne, będąc zarazem i dzieckiem kulturalnym, pamięta doskonale, że jest to fragment bardzo śmiesznej i ciekawej książki "Pierścień i róża" Tha-ckeraya.

William Makepiece Thackeray, angielski pisarz, który żył w XIX wieku, pisarzem stał się dość późno; był już po czterdziestce. Może dlatego, obciążony bagażem życiowych doświadczeń i goryczy, nie miał zbyt wielu złudzeń co do świata i ludzi. Jego sławne powieści dla dorosłych (najbardziej znana z nich nosi tytuł "Targowisko próżności") zgryźliwie opisują ludzkie przywary, obłudę i fałsz. Ale i baśń dla małych czytelników, "Pierścień i róża", aż się roi od postaci groteskowych, komicznych i wręcz paskudnych. Książę Bulbo, a nawet zacny, lecz nieco przygłupi Lulejka, nie mówiąc już o Gburii-Furii, tylko wtedy wydawać się mogą piękni i dobrzy, gdy są pod działaniem czarodziejskiej róży lub magicznego pierścienia Czarnej Wróżki. Jedynie królewna Różyczka, mała nędzarka przyjęta na służbę we dworze króla Walorozo, unika ośmieszenia. Różyczka i bez pierścienia jest śliczna, miła i dobra. Cała reszta postaci opisana jest - i narysowana, bo autor sam zilustrował swą baśń - bardzo, bardzo, bardzo ostrym piórem.

Spójrzmy tylko na ciąg dalszy sceny w ogrodach królewskich. Gburia-Furia i księżniczka Angelika spotkały tam maleńką Różyczkę, strasznie brudną, obdartą i potarganą. "Daj mi tę bułkę - odezwała się dziewczynka, a Angelika podała jej ciastko.

- Ach! Ach, księżniczko, jakże dobra, jak anielsko dobra jesteś - rzekła Gburia-Furia. - Spójrzcie tylko, Najjaśniejsi Państwo - tu zwróciła się do króla i królowej, którzy nadeszli właśnie w towarzystwie małego księcia Lulejki. - Spójrzcie na tego uroczego aniołka, na to wcielenie dobroci. Właśnie spotkałyśmy tutaj tę małą brudną nędzarkę, nie wiem, dlaczego straże dworskie nie ubiły na śmierć tego szkaradzieństwa, nie wiem, jakim sposobem przylazło to aż tutaj, i - raczcie tylko miłościwie spojrzeć, Dostojni Państwo - mój mały, słodki aniołek, moje cudne kochanie, daje temu brudasowi swoje własne ciasteczko!

- Nie lubię wcale takich ciastek - rzekła Angelika.

-To nic, niemniej jesteś prawdziwym aniołem dobroci, księżniczko".

No, tak.

Ciastko z rodzynkami, które malutkiej Różyczce wydało się bułką - to z pewnością jest bun, przysmak spotykany w jakże wielu angielskich książkach dla dzieci - od "Piotrusia Królika" Beatrix Potter, poprzez "Pięcioro dzieci i coś" Edith Nesbit, aż po "Małą księżniczkę" Frances Burnett. Bułeczka taka powinna być drożdżowa - ale niech się dziecko nie płoszy, ciasto drożdżowe naprawdę wcale nie musi być arcytrudne w wykonaniu! Spróbujmy tego łatwego przepisu, który zawsze się udaje (no, chyba, że dziecko spali ciastka na węgiel, zagapiwszy się w ten nieszczęsny telewizor!).

Proszę włożyć do kubeczka 3 dkg drożdży i szczyptę cukru i rozmieszać to z jedną łyżką ciepłej (uwaga: ciepłej! - nie gorącej!) wody. 15 dkg mąki pszennej wsypać na stolnicę i zagnieść z 10 dkg masła. Dodać rozmieszane drożdże, jajko, szczyptę soli, pełną łyżkę cukru, skórkę otartą z umytej starannie cytryny oraz pół paczuszki cukru waniliowego. Wreszcie - dorzucić garść (lub dwie) rodzynek - i zagniatać ciasto szybko, sprawnie, póki nie będzie elastyczne i gładkie.

Nagrzawszy piekarnik do temperatury 185 stopni, proszę wyłożyć blachę folią aluminiową, formować z ciasta zgrabne kulki wielkości, powiedzmy, jajka (ale okrągłe!) i układać je na blasze, zachowując dość znaczne odstępy (bułeczki urosną tak, że podwoją swą objętość!). Tuż przed pieczeniem posmarować powierzchnię ciastek rozmąconym żółtkiem. Jeśli jednak okaże się, że mama żałuje dziecku jeszcze jednego jajka - niech dziecko posmaruje powierzchnię bułeczek wodą, dość obficie posłodzoną.

Piec je należy wciąż w tej samej temperaturze 185 stopni - póki się ślicznie nie zrumienią.



Aha, a jeśli dziecko chciałoby przypadkiem podzielić się z kimś głodnym tymi pysznymi ciastkami - radziłabym pomnożyć przez dwa podane powyżej proporcje składników. Z tego przepisu wyjdzie zaledwie jedna blacha bułeczek. A to jest mało.

Z drugiej jednakże strony - najprzyjemniej jest się dzielić tym, czego ma się mało, albo tym, co się lubi najbardziej. Naprawdę! W pierwszej chwili niby trochę przykro i żal - ale za to potem!...

No i w końcu: jak już się dzielić, to nie tak, jak Angelika, prawda?

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Znajdź studia, kursy i szkolenia

Lektury belfra Staszka

Masz problem z czytaniem lektur? Nudzą Cię? Belfer Staszek tłumaczy je na wesoło.

Przepisy bohaterów literackich

Nauka literatury ze szczyptą humoru. Smacznego.