Całuski pani Darling

Małgorzata Musierowicz
23.08.2001 , aktualizacja: 27.08.2001 22:40
A A A Drukuj
Czyje, czyje? Pani Darling? - A, wiem, wiem! - zakrzyknie z triumfem nasze dziecko kulinarne, nawet to, które jeszcze (o wstydzie!) nie przeczytało polecanej przez nas znakomitej książki "Piotruś Pan".
Bo jeśli nawet dziecko kulinarne, które pragnie być zarazem dzieckiem kulturalnym, nie znalazło tej ślicznej książki w żadnej bibliotece (co nie wydaje mi się możliwe), to przecież czytało nasz poprzedni felieton i wie doskonale, że pani Darling "była to piękna pani z romantyczną główką i słodkimi drwiącymi usteczkami" - jak ją czule określił autor, sir James Matthew Barrie, nawiasem mówiąc bardzo poważna osoba. Był baronetem i rektorem Uniwersytetu w Edynburgu (żył w latach 1860-1937).

Romantyczna główka pani Darling przypominała panu rektorowi owe szkatułki z zagadkowego Wschodu, coraz mniejsze i mniejsze, a pozamykane jedna w drugiej. A słodkie, drwiące usta pani Darling miały, zdaniem baroneta, ukryty w prawym kąciku, lecz niekiedy widoczny, pocałunek - ten, którego nikt nigdy nie mógł otrzymać, choćby nie wiem jak się starał. Nikt! nawet pan Darling, który "zdobył ją całą - z wyjątkiem tej najmniejszej szkatułeczki w środku i tego pocałunku. Nigdy nie dowiedział się o szkatułeczce, a po pewnych czasie dał za wygraną, jeśli chodzi o pocałunek. Wendy przypuszczała, że może Napoleon otrzymałby ten pocałunek, ale widzę go, jak próbuje, a potem odchodzi wściekły i trzaska drzwiami."

Pan Darling był poważnym i wcale nie romantycznych człowiekiem, który doskonale znał się na akcjach i kapitałach. Pani Darling starała się więc, aby jej książka z rachunkami domowymi była prowadzona bardzo dokładnie. I rzeczywiście - "nigdy nie brakowało nawet brukselki. Ale z czasem całe kalafiory zaczynały się gubić, a na ich miejscu pojawiły się rysunki przedstawiające dzieci bez twarzy. Rysowała je wtedy, kiedy powinna była dodawać. Były to zagadki pani Darling."

Wkrótce potem pojawiła się Wendy, najstarsze dziecko państwa Darling. Po niej urodził się Janek, a na końcu Michał. Dla oszczędności zgodzono dla dzieci nianię - sukę rasy nowofundlandzkiej imieniem Nana, oraz gosposię, "która najmując się do pracy przysięgała, że ma o wiele więcej niż 10 lat." Wspaniale umieli sie bawić wszyscy razem! Tańczyli radośnie, a najbardziej radosna była pani Darling, "która umiała tak prędko kręcić się w tańcu, że widać z niej było tylko ten pocałunek. Gdybyś w takiej chwili skoczył ku niej, może byś go otrzymał."

Pani Darling była dobrą mamą. Taką mamę, jak pisze sir Barie, można poznać po tym, że co noc, kiedy dzieci już usną, przetrząsa ich główki, porządkując myśli na rano. Podobno wygląda to zupełnie jak porządkowanie szuflad. Miłe myśli potrafi mama pogładzić i przytulić do policzka jak kotka, ale są i takie myśli, które trzeba jak najszybciej ukryć. "A kiedy wstajesz rano, wszystkie psoty i brzydkie myśli, które miałeś idąc do łóżka, są już zwinięte w jak najmniejszy węzełek i wtłoczone na samo dno twojego umysłu. A na wierzchu leżą pięknie przewietrzone twoje najładniejsze myśli, gotowe do użytku."

Jako dobra mama pani Darling, rzecz jasna, nie szczędziła pieszczot swoim dzieciom i jestem przekonana, że mogły one otrzymać od niej mnóstwo pocałunków, buziaków i całusków - kiedy tylko zapragnęły (z wyjątkiem tego jednego-jedynego, tego nie do zdobycia...). Całuski takiej ślicznej pani o drwiącym uśmiechu na pewno były trochę słodkie, a trochę nie - ot, tak właśnie, jak te oto staroświeckie ciasteczka zwane całuskami.

Żeby je upiec, trzeba zacząć od kupienia 100-gramowej tabliczki g o r z k i e j czekolady. Niech dziecko zaraz przełamie ją na cztery cześci i jedną z nich zje, a trzy - połamie na jeszcze mniejsze kawałeczki i rozpuści je w małym rondelku, ustawionym na garnku z gotującą się wodą (tylko ostrożnie!...).

Teraz proszę zdjąć rondelek z garnka, zgasić oczywiście ogień i pozwolić, by roztopiona czekolada wystygła.



Tymczasem ubić w mikserze pół kostki masła, pół szklanki cukru i jedno jajko. Do puszystej masy dolać czekoladę, dodać szczyptę soli, pół łyżeczki proszku do pieczenia i dwie szklanki mąki. Wszystko starannie wymieszać łyżką, po czym wyłożyć na stolnicę i wyrabiać gładkie ciasto. Kiedy już będzie zwarte - utoczyć z niego kulę i włożyć ją (w foliowym woreczku!) do lodówki, na godzinę. Po tym czasie rozwałkować ciasto partiami na placki o grubości około pół centymetra i wycinać z nich foremką - co? - oczywiście serduszka! Przełożyć całuski na blachę wyłożoną folią aluminiową lub posmarowaną tłuszczem. Każde serduszko posmarować lukrem (przepis na lukier: 1 białko, niepełna szklanka cukru pudru, paczka cukru waniliowego). Uwaga! - taki lukier białkowy lubi się rozpłynąć i nawet nieco urosnąć! Trzeba więc posmarować nim tylko środek serduszka, żeby nie spłynął z ciasta na blachę.

Piec około 20 minut w piekarniku rozgrzanym uprzednio do temperatury 180 stopni.

Smacznego całuskowania.

Podziel się

  • 2 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Znajdź studia, kursy i szkolenia

Lektury belfra Staszka

Masz problem z czytaniem lektur? Nudzą Cię? Belfer Staszek tłumaczy je na wesoło.

Przepisy bohaterów literackich

Nauka literatury ze szczyptą humoru. Smacznego.