Bułeczki Pippi Pończoszanki

Małgorzata MUSIEROWICZ
23.08.2001 , aktualizacja: 14.02.2002 17:00
A A A Drukuj
Ruda, chuda, nieprawdopodobnie silna i fantastycznie niegrzeczna dziewczynka o dwu ciasno splecionych warkoczykach i milionie piegów urodziła się w 1941 roku, kiedy to córeczka pani Astrid Lindgren, mała Karin, była chora na zapalenie płuc. Mama Lindgren, która wtedy wcale jeszcze nie wiedziała, że zostanie największą na świecie pisarką książek dla dzieci, co dzień opowiadała chorej córeczce ciekawą historię.
ZOBACZ TAKŻE
- O czym mam dzisiaj opowiedzieć? - spytała pewnego wieczoru. - Opowiedz o Pippi Langstrump! - odparła Karin, która właśnie w tej sekundzie wymyśliła to imię i nazwisko. I tak się zaczęło.

Kiedy pani Astrid Lindgren spisała wszystkie przygody Pippi i wysłała je do wydawnictwa, wkrótce otrzymała swój maszynopis z powrotem. Uznano, że książka jest bardzo niewychowawcza!

Ale pani Lindgren nie zrezygnowała i kiedy wreszcie książka się ukazała, wszyscy dorośli nie mogli nastarczyć słów potępienia. Twierdzili, że każde dziecko po przeczytaniu takiej książki zacznie od razu zachowywać się tak jak Pippi - zechce nie chodzić do szkoły, spać z nogami na poduszce, robić, co mu się podoba i kiedy mu się podoba, a co najgorsze - zuchwale odpowiadać dorosłym, kpić z ich nadętych min oraz kłamstw, nie słuchać ich rozkazów i ośmieszać przemoc.

Ale, jak zwykle, dzieci były mądrzejsze niż dorośli. Od razu wyczuły, że najważniejszą cechą Pippi jest jej odwaga i dobre serce, a nawet rycerskość, z którą Pippi zawsze broniła słabszych czy pokrzywdzonych. I natychmiast ją pokochały wszystkie. Na całym świecie.

Czy pamięta nasze dziecko kulinarne, jak Pippi obchodziła urodziny po raz pierwszy w willi "Śmiesznotce"? Jej nowi sąsiedzi Tommy i Annika przybyli w pięknych ubrankach. Annika miała różową, wielką kokardę, a Tommy zmoczył włosy i gładziutko je przyczesał.

Kupili dla Pippi prezenty za własne oszczędności i byli w ogóle bardzo, bardzo uroczyści. Tymczasem Pippi przyjęła ich w kuchni, co prawda, przytulnej i pięknie wysprzątanej. Firanki były świeżo wyprane, a pod blachą trzaskał ogień. Stół był nakryty wyhaftowanym przez Pippi obrusem, a obrus pokrywały góry ciasteczek i bułeczek. Do picia podała Pippi gorącą czekoladę z bitą śmietaną.

"Gdy już wszyscy byli najedzeni i zadowoleni, i gdy każdy już dostał, co mu się należało, Pippi wzięła obrus za cztery rogi i uniosła go tak, że filiżanki i patera z ciastkami pomieszały się w nim jak w worku. Cały ten tłumok wsadziła do paki na drzewo. - Zawsze sprzątam ze stołu zaraz po jedzeniu - tłumaczyła".

Potem skakali we troje po kuchni. Zabawa polegała na tym, żeby ani razu nie dotknąć podłogi. Zaczynało się od zlewu, a kończyło na narożnej szafce. Ale zostawmy troje przyjaciół - niech sobie skaczą - i zajrzyjmy do tego zwiniętego obrusa. Jak też wyglądają te bułeczki?

Na pewno są pulchne, rumiane i na pewno - z rodzynkami!

Niech tylko dziecko posłucha: dziecko też potrafi upiec takie bułeczki jak Pippi! I proszę się nie bać, że jest to ciasto drożdżowe - to wcale nie jest takie trudne!

Niech dziecko zacznie od rozpuszczenia 3 dag świeżych drożdży w kubeczku letniego mleka. Trzeba im dosypać łyżeczkę cukru i łyżeczkę mąki, żeby zaczęły pięknie rosnąć, tworząc zaczyn.

Podczas gdy zaczyn sobie rośnie, dziecko wsypuje do sporego garnka pół kilo mąki, do tego wlewa wyrośnięty zaczyn, wsypuje dwie czubate łyżki cukru, paczuszkę cukru waniliowego, szczyptę soli. Miesza kopystką, łyżką lub łapskami, po czym wlewa do tegoż garnka rozpuszczone masło - trochę więcej niż ćwierć kostki - ale uwaga! - ma być nie gorące! Letnie!

No i teraz - zaczyna się najlepsza zabawa. Wyrabiać ciasto można na różne sposoby, ale dzieci najbardziej lubią miesić ciasto drożdżowe łapami. Więc i nasze dziecko kulinarne miesi, wyrabia, babrze się, nurza się w cieście najrozkoszniej w świecie, oblizuje paluchy, a nawet i łokcie, po czym znów zanurza ręce w cieście i wyrabia dalej. Ciasto będzie gotowe, kiedy przestanie lepić się do rąk, a nabierze wyglądu zwartego, elastycznego, zaś spod jego powierzchni zaczną wydobywać się bąble powietrza. Wtedy dziecko kończy miłe zajęcie, odstawia garnek z ciastem w ciepłe miejsce na pół godziny i przykrywa je czystą ściereczką.



Kiedy ciasto pięknie urośnie, dziecko rzuca do niego rodzynki - całą paczkę, ha! albo i dwie (Pippi na pewno wrzucała trzy) - i natłuściwszy palce masłem formuje z ciasta kulki wielkości piłeczki pingpongowej. Układa je na blasze, natłuszczonej lub wyłożonej folią, w pewnych odległościach, pamiętając, że ciasto drożdżowe bardzo rośnie podczas pieczenia. Każdą bułeczkę dziecko smaruje rozmąconym żółtkiem i posypuje makiem albo płatkami migdałów.

Piec bułeczki trzeba pół godziny, w piekarniku, którego temperatura nie powinna nigdy przekroczyć 200 stopni.

Bułeczki te są pyszne na ciepło - takie chrupiące, pachnące i rumiane, z masełkiem. Albo na zimno - na przykład z konfiturą. Też pycha.

Podziel się

  • 7 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Znajdź studia, kursy i szkolenia

Lektury belfra Staszka

Masz problem z czytaniem lektur? Nudzą Cię? Belfer Staszek tłumaczy je na wesoło.

Przepisy bohaterów literackich

Nauka literatury ze szczyptą humoru. Smacznego.