Ciągutki Agaty Abbott

Małgorzata Musierowicz
16.12.2002 , aktualizacja: 16.12.2002 11:17
A A A Drukuj
"Robiłyśmy w zeszły piątek wieczorem ciągutki. Gospodyni kolegium urządziła tę zabawę dla wszystkich studentek, które nie wyjechały na ferie, chcąc wynagrodzić biedaczkom przykrość pozostania podczas świąt w murach uczelni. Było nas wszystkich razem dwadzieścia dwie./.../ Bawiłyśmy się świetnie, chociaż jadłam w życiu lepsze ciągutki. Kiedy wszystko było zupełnie skończone, a my same, kuchnia i klamki od drzwi dostatecznie osmarowane i lepiące się, urządziłyśmy uroczysty pochód, wciąż jeszcze w naszych myckach i fartuchach; każda z nas uzbrojona w wielki widelec, warząchew albo patelnię.
Maszerując tak gęsiego, obeszłyśmy puste korytarze i dotarłyśmy aż do sali profesorskiej, gdzie pół tuzina wykładowców spokojnie spędzało wieczór. Urządziłyśmy im serenadę i poczęstowaliśmy ich karmelkami naszego wyrobu. Nie śmieli odmówić, chociaż widać było, że nie mają zbyt wielkiego zaufania do naszych talentów kulinarnych. Opuściwszy wreszcie salę, pozostawiłyśmy ich ze zlepionymi ustami, nie mogących wymówić ani słowa.

Widzisz więc, Ojczulku, że moje wykształcenie robi postępy?"

Oto fragment listu Agaty Abbott do Ojczulka-Pajączka-Długonóżka. Agata jest bohaterką sławnej i kochanej przez pokolenia dziewcząt książki Jean Webster "Tajemniczy opiekun". Wielokrotnie i w Polsce wznawiana, ciesząca się ogromną sympatią książka wywiera nieustannie przemożny wpływ na czytelniczki, zabarwiając ich listy specyficzną stylistyką (wiem coś o tym!). Ja sama zresztą w wieku lat kilkunastu, przeczytawszy "Tajemniczego opiekuna", wpadłam w manię pisania listów i oczywiście punktem honoru było dla mnie wznieść się na wyżyny wdzięku i bezpośredniości, zapamiętane z powieści. Dziś już trochę z tego wyrosłam, choć nie przeczę, że kiedy zdarza mi się powrócić do lektury "Tajemniczego opiekuna" - nadal odczuwam przyjemność i miłe rozbawienie. Kiedy zaś - przed paru zaledwie laty - stwierdziłam, że w księgarniach ukazał się dalszy ciąg tej książki - "Kochany wrogu" - nie tylko kupiłam trzy egzemplarze, dla siebie i córek, ale jeszcze pomyślałam o przyjaciółkach z ławy szkolnej.

Amerykańska autorka, Jean Webster, musiała chyba być ogromnie sympatyczną osobą o wielkiej radości życia, oraz ujmującym poczuciu humoru. Nic dziwnego! - odziedziczyła świetne geny: była cioteczną wnuczką Marka Twaina i córką wydawcy Webstera (zdaje mi się, że to był ten sławny od słowników). Urodziła się w roku 1876, ukończyła studia filologiczne i ekonomiczne. Wizytując zakłady dla sierot i domy poprawcze zdobyła wiedzę i doświadczenie w tej materii tak głębokie, że potrafiła doskonale się wcielić w postać Agi Abbott, sieroty wysłanej przez Tajemniczego Opiekuna na studia.

Co do ciągutek - uważna i wnikliwa lektura dzieła Jean Webster pozwala nam przypuszczać, że mamy tu do czynienia z krówkami produkcji domowej, które przyrządza się z cukru, śmietanki i masła w równych proporcjach.

Produkty te umieszczamy w garnku raczej wysokim (żeby nie wykipiały!!!) i masywnym. Żeliwny będzie dobry. Smażymy krówki na ostrym ogniu, wciąż pilnie mieszając. To bardzo ważne! Krówek tych nie można wprost spuścić z oka! Tajemnica sukcesu zawiera się bowiem w czasie trwania akcji. Jeśli krówki pozostaną na ogniu choćby o moment za długo - powstanie skarmelizowany twór tak twardy, że nie da się go pokroić ani ugryźć. Trzeba go będzie rozbijać młotkiem, a następnie długo i żmudnie ssać.

A więc uwaga. Mieszając masę krówkową, obserwujemy bacznie zarówno kolor mieszaniny, jak i jej konsystencję. Z początku wszystko będzie wyglądało jak rzadki płyn koloru szarawo-białego. Z wolna zaczną się na nim pojawiać bąbelki, zacznie też wyraźnie gęstnieć. Zmieniać się też będzie kolor: najpierw będzie blado-kremowy, potem żółtawy, wreszcie - coraz bardziej beżowy. Kiedy ten beż będzie już wyraźny, a kropla masy, wylana na talerzyk, zastygnie, zamiast się rozlewać - trzeba zdjąć garnek z ognia, przelać zawartość do salaterki i bardzo energicznie ucierać ją, wpuszczając do masy powietrze. To dzięki niemu właśnie krówki nasze będą kruche i miło aksamitne. Masa, zgęstniała i rozjaśniona nieco wskutek ucierania, musi teraz odpocząć. Wylewamy ją więc na posmarowany masłem duży półmisek. Już po kilku minutach da się zauważyć, że twardnieje ona i zastyga. Wtedy, nożem umaczanym w zimnej wodzie, dzielimy masę na kwadraciki. Krówki gotowe! Osobiście uwielbiam je na ciepło, ale i przestudzone są boskie. Mają jedną poważną wadę: kończą się zbyt szybko! - szczerze mówiąc, niemal natychmiast po usmażeniu.

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Znajdź studia, kursy i szkolenia

Lektury belfra Staszka

Masz problem z czytaniem lektur? Nudzą Cię? Belfer Staszek tłumaczy je na wesoło.

Przepisy bohaterów literackich

Nauka literatury ze szczyptą humoru. Smacznego.