Lord Jim, czyli o kundlach i rycerzach
20.05.2002
, aktualizacja: 20.05.2002 23:20
Uważam, że: jestem honorowy i nie wbijam noża w plecy. Wolę zginąć niż się poddać. Rabuję bogatych i rozdaję biednym. Jestem rycerzem. Niestety nie wszyscy to widzą i mówią o mnie: on jest honorowy, bo mu się to opłaca.
On nie wbija noża w plecy, ale do czasu. Biednym rozdaje, a sobie najwięcej. On nie jest rycerz, on jest kundel. Czytam "Lorda Jima", drapię się w głowę i zadaję sobie pytanie: jaki jestem naprawdę?
Jim, tytułowy bohater powieści Conrada, jest początkującym marynarzem. Na statku Patna wiezie 800 pasażerów. Nagle w środku nocy, gdy wszyscy śpią, statek zaczyna tonąć. Jim myśli szybko: pasażerów nie uratuję, mogę pomóc tylko sobie. Wskakuje do szalupy ratunkowej i ucieka. Gdy dociera do brzegu, dowiaduje się, że Patna cudem ocalała. Jim wychodzi na ląd z kwaśną miną. Dopiero teraz zaczyna się jego dramat.
Nie potrafi żyć ze świadomością, że złamał kodeks obowiązujący na morzu - to przecież on powinien być ostatnią osobą, która opuszcza statek. Mimo że żaden pasażer Patny nie zginął, Jim czuje się winny. Oddaje się w ręce wymiaru sprawiedliwości. Wytacza proces przeciwko samemu sobie... Po co??
Mam wrażenie, że gdy tak stoi przed sądem, chce wszem i wobec udowodnić: słuchajcie, tak naprawdę nie jestem tchórzem. Działałem pod wpływem impulsu, w stresie, gdybym miał więcej czasu na zastanowienie, postąpiłbym inaczej. Tylko nie nazywajcie mnie kundlem, bo w każdej chwili mogę połamać kij bilardowy na waszych głowach. Mam w sobie godność rycerza i wymagam, by traktowano mnie z szacunkiem. To prawda, uciekając ze statku zachowałem się jak kundel, ale w gruncie rzeczy jestem kimś lepszym!
Im bardziej chce przekonać siebie o własnej wartości, tym silniejsze w nim poczucie zagrożenia. Bo przecież zawsze może pojawić się ktoś, kto będzie pamiętał o jego niecnym uczynku... W takich momentach Jim wpada w furię. Tłucze lustra. Wali w pysk. I ucieka.
Jimie, udaje ci się czmychnąć wreszcie na drugi koniec globu, do Patusanu. Tu czujesz się bezpiecznie. Nikt cię nie zna. Możesz zacząć wszystko od nowa. Możesz odbudować swoją wiarę w siebie, w swoją rycerskość, w swoje człowieczeństwo. I rzeczywiście, robisz to skutecznie. Zdobywasz zaufanie tubylców, wielbią cię, traktują jak bóstwo, nazywają Lordem. Wreszcie masz, co chciałeś. Jesteś idealny, bez skazy. Ale czy nie masz wrażenia, że ukryłeś się jak roślinka w szklarni? Uciekłeś od rzeczywistości, od prawdziwego trudnego życia, bo nie umiałeś sobie w nim poradzić. Może ukryłeś się w tym Patusanie przed sobą samym, bo w tamtym świecie co rusz ktoś przypominał ci, kim jesteś naprawdę?
Lordzie Jimie, nie czuj się bezpieczny, prędzej czy później przyjdzie taki moment, że tak jak na Patnie popełnisz błąd i okaże się, że znów zachowałeś się jak... No właśnie, czy nie łatwiej byłoby ci żyć, gdybyś się przed sobą przyznał: pragnę być rycerzem, ale to prawda, czasami bywam kundlem.
Warto zapamiętać
Joseph Conrad właśc. Teodor Józef Konrad Korzeniowski (1857 - 1924), angielski powieściopisarz polskiego pochodzenia. Jako siedemnastolatek opuścił ziemie polskie, zaciągnął się na statek i przez 20 lat pędził żywot marynarza; został kapitanem brytyjskiej floty handlowej pisarz moralista - poruszał problemy etyczne, jego bohaterowie starają się być wierni "paru prostym zasadom" takim jak: honor, heroizm, gotowość pomagania innym w 1894 poświęcił się pracy pisarskiej pisał wyłącznie po angielsku, choć do końca świetnie mówił kresową polszczyzną stosował technikę narracji pośredniej, tj. pokazywał zdarzenia z punktu widzenia różnych bohaterów. Obok "Lorda Jima" najsłynniejszy utwór Conrada to "Jądro ciemności", na podstawie którego F.Coppola nakręcił "Czas Apokalipsy"
Tekst z dodatku "Kujon Polski" z 21 maja 2002 r.
Jim, tytułowy bohater powieści Conrada, jest początkującym marynarzem. Na statku Patna wiezie 800 pasażerów. Nagle w środku nocy, gdy wszyscy śpią, statek zaczyna tonąć. Jim myśli szybko: pasażerów nie uratuję, mogę pomóc tylko sobie. Wskakuje do szalupy ratunkowej i ucieka. Gdy dociera do brzegu, dowiaduje się, że Patna cudem ocalała. Jim wychodzi na ląd z kwaśną miną. Dopiero teraz zaczyna się jego dramat.
Nie potrafi żyć ze świadomością, że złamał kodeks obowiązujący na morzu - to przecież on powinien być ostatnią osobą, która opuszcza statek. Mimo że żaden pasażer Patny nie zginął, Jim czuje się winny. Oddaje się w ręce wymiaru sprawiedliwości. Wytacza proces przeciwko samemu sobie... Po co??
Mam wrażenie, że gdy tak stoi przed sądem, chce wszem i wobec udowodnić: słuchajcie, tak naprawdę nie jestem tchórzem. Działałem pod wpływem impulsu, w stresie, gdybym miał więcej czasu na zastanowienie, postąpiłbym inaczej. Tylko nie nazywajcie mnie kundlem, bo w każdej chwili mogę połamać kij bilardowy na waszych głowach. Mam w sobie godność rycerza i wymagam, by traktowano mnie z szacunkiem. To prawda, uciekając ze statku zachowałem się jak kundel, ale w gruncie rzeczy jestem kimś lepszym!
Im bardziej chce przekonać siebie o własnej wartości, tym silniejsze w nim poczucie zagrożenia. Bo przecież zawsze może pojawić się ktoś, kto będzie pamiętał o jego niecnym uczynku... W takich momentach Jim wpada w furię. Tłucze lustra. Wali w pysk. I ucieka.
Jimie, udaje ci się czmychnąć wreszcie na drugi koniec globu, do Patusanu. Tu czujesz się bezpiecznie. Nikt cię nie zna. Możesz zacząć wszystko od nowa. Możesz odbudować swoją wiarę w siebie, w swoją rycerskość, w swoje człowieczeństwo. I rzeczywiście, robisz to skutecznie. Zdobywasz zaufanie tubylców, wielbią cię, traktują jak bóstwo, nazywają Lordem. Wreszcie masz, co chciałeś. Jesteś idealny, bez skazy. Ale czy nie masz wrażenia, że ukryłeś się jak roślinka w szklarni? Uciekłeś od rzeczywistości, od prawdziwego trudnego życia, bo nie umiałeś sobie w nim poradzić. Może ukryłeś się w tym Patusanie przed sobą samym, bo w tamtym świecie co rusz ktoś przypominał ci, kim jesteś naprawdę?
Lordzie Jimie, nie czuj się bezpieczny, prędzej czy później przyjdzie taki moment, że tak jak na Patnie popełnisz błąd i okaże się, że znów zachowałeś się jak... No właśnie, czy nie łatwiej byłoby ci żyć, gdybyś się przed sobą przyznał: pragnę być rycerzem, ale to prawda, czasami bywam kundlem.
Warto zapamiętać
Joseph Conrad właśc. Teodor Józef Konrad Korzeniowski (1857 - 1924), angielski powieściopisarz polskiego pochodzenia. Jako siedemnastolatek opuścił ziemie polskie, zaciągnął się na statek i przez 20 lat pędził żywot marynarza; został kapitanem brytyjskiej floty handlowej pisarz moralista - poruszał problemy etyczne, jego bohaterowie starają się być wierni "paru prostym zasadom" takim jak: honor, heroizm, gotowość pomagania innym w 1894 poświęcił się pracy pisarskiej pisał wyłącznie po angielsku, choć do końca świetnie mówił kresową polszczyzną stosował technikę narracji pośredniej, tj. pokazywał zdarzenia z punktu widzenia różnych bohaterów. Obok "Lorda Jima" najsłynniejszy utwór Conrada to "Jądro ciemności", na podstawie którego F.Coppola nakręcił "Czas Apokalipsy"
Tekst z dodatku "Kujon Polski" z 21 maja 2002 r.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Znajdź studia, kursy i szkolenia







